Komentarze

woman
22 mar : 19:21
Zanim zajmę głos w dyskusji, potrzebuję Cię dopytać, GLOS, o kilka Twoich definicji pojęć…

Czy chcemy żyć dobrze, czy mamy to życie gdzieś, bo liczy się tylko egocentryczne odczuwanie naszego dobrego samopoczucia.

Co, według Ciebie, znaczy „żyć dobrze”?

Możesz wybrać dobro lub zło. Możesz mieć wszystkich gdzieś, a możesz liczyć się z dobrem innych.

Czym jest dla Ciebie „dobro”, a czym jest „zło”?

Co, Twoim zdaniem, jest „dobrem innych”?

[ edytowany 22 mar : 19:22 ]

elentari
22 mar : 19:55
Na początku piękny wykład z matematyki,a przy okazji i z biologii - dychotonomiczne rozgałęzienie telomu nie mogłam tego zapamietać, ale teraz na pewno się uda.

Wracając do tematu.
Większość znanych mi osób, czy to w moim wieku, czy starszych wyznaje zasadę : JAKO? TO BĘDZIE. Co mnie niesamowicie wkurza, bo podejmują decyzje nie ważne już czy dobre czy złe,a pożniej okazuje się, że to jest nie zgodne z ich myśleniem, ich zasadami i takimi innymi rzeczami. Często nie mogą pogodzić się z konsekwencjami własnych wyborów, bo wcześniej myśleli, że jakoś to będzie.
Ze mnie na przykład niektórzy się śmieją, że układam plan, plan zapasowy i plan zapasowy do planu zapasowego. Staram się przewidzieć wszystko na przód, a i tak mnie ostatnio zaskoczyło, bo wzięłam pod uwagę wszystkie możliwości prócz jednej. I klops. Ja jestem za tym by wybierać to czego chcemy doświadczać, bo życie i tak jest wystarczająco skomplikowane, więc po co sobie jeszcze dokładać.
Najważniejsze to żyć tak by było nam dobrze samemu ze sobą.

oliwka
22 mar : 20:10
Dla mnie konsekwencja oznacza dokonywać takich wyborów, które są zgodne z moim sumieniem, które jest kształtowane przez moje zasady, czy też obrany system wartościowania. Kiedy wewn. jestem przekonana, że nie robię coś wbrew sobie i mogę spać spokojnie.



Glosator
22 mar : 22:32
„Zanim zajmę głos w dyskusji, potrzebuję Cię dopytać, GLOS, o kilka Twoich definicji pojęć…”

Nie ma sprawy WOMAN – Ty pytasz ja odpowiadam.



„Co, według Ciebie, znaczy „żyć dobrze”?”

Ja wiem co to znaczy dla mnie żyć dobrze. Jeśli mówimy o zasadach, każdy ma jakiś system wartości. Ja mam swój, Ty masz swój. System wartości to zbiór wartości, uszeregowany według tego co w naszym przekonaniu, jest dla nas, dla Ciebie, dla mnie dobre oraz zbiór przeczy, który dla mnie, dla Ciebie, dla każdego jest złem. W zależności od wychowania, naszych przemyśleń czy doświadczeń każdy taki system ma. Niektórzy przejęli go od innych, inni zweryfikowali a jeszcze inni go odkryli i są może neofitami Jeśli ktoś chce wiedzieć, co to znaczy wg. mnie „żyć dobrze” musi niestety czytać uważnie mojego bloga. Musiałbym teraz cytować sam siebie. Nie wiedziałem, że Ty Woman nie wiesz co wg, mnie znaczy żyć dobrze. Myślałem, że Ty wiesz co ja piszę a tu taki cymesie – Woman nie wie
Ok. – to w wielkim skrócie. ?yć dobrze to tak żyć, by nie mieć się przed nikim z czego wstydzić, że żyło się tak a nie inaczej. To dobre życie, być dumnym z dobra jakie się w życiu uczyniło innym. Z dobra jakie się innym dało i jakiego sami doświadczyliśmy.




„Czym jest dla Ciebie „dobro”, a czym jest „zło”?”

Też już parę razy mnie o to pytałaś. Więc jeszcze raz przypomnę w wielkim skrócie – bo pisze o tym w prawie w każdym wpisie i trochę mnie dziwisz tymi pytaniami, że nie wiesz co dla mnie jest dobrem a co złem.

Dobrem dla mnie jest to wszystko co czyni mnie lepszym a zło jest tym co czyni mnie gorszym niż byłem wcześniej niż to dobro uczyniłem czy doznałem. To dobro lub zło możemy też czynić innym. Jeśli robimy coś, co pogarsza ludzi i odbiera ludziom dobro jakie posiadają, czyni ich gorszymi – to czynimy im zło. Jeśli zaś robimy coś, co sprawia, że ludzie są lepsi, mają więcej dobra, cieszą się i dobrze się czują oraz są faktycznie lepsi – to oznacza czynić dobro innym. Jeśli naszymi czynami, słowami sprawiamy, że ludzie się uśmiechają, stają się lepsi, zaczynają dawać z siebie dobro innym – to znaczy, że czynimy dobro. A zło?
Zło zwykle jest zaprzeczeniem dobra.

Tak naprawdę dobrem jest każda forma okazania komuś, że się go lubi, kocha, szanuje. Już to jest dobrem. W ciekawych czasach żyjemy, że trzeba wyjaśniać pojęcie dobra i zła….
To tak jak dawać definicję punktu w geometrii.


„Co, Twoim zdaniem, jest „dobrem innych”?”

WOMAN – o co Ci chodzi? To znaczy dokładnie to co napisałem – dobro innych osób.
Nie wiem czy wiesz, ale pewnych rzeczy się nie definiuje. Są to pojęcia tak podstawowe, że można tylko dyskutować, jak ktoś rozumie dobro i zło albo jak on rozumie „dobro innych”.
Ale zaskoczyłaś mnie swoimi pytaniami. I czemu uzależniasz odpowiedź od tych słów.
Po prostu napisz co myślisz a nie oczekuj na to co ja myślę. Czy ktoś się włamał na twój login czy coś się stało?

trouble
22 mar : 22:55
Moja refleksja ‘na temat’ jest następująca. Kierujemy się zasadami (zgoda). Zasady wyznaczamy sobie sami (zgoda). Stosujemy zasady (tzn. myślące jednostki je stosują) ponieważ pomaga nam to porządkować wiele spraw, nie ranić innych, siebie (zgoda). Reguły które stosujemy są stałe, wyznaczają kierunek (zgoda). ?yciem kieruje zasada: akcja-reakcja (zgoda).

Zabrakło mi jednak refleksji nad tym, czy prawidłowo interpretujemy wydarzenia, czy prawidłowo przewidujemy reakcję na daną akcję.

Pewności przecież mieć nie można.
Może uściślę... ja jej nie mam.

Zastanowił mnie przykład pogody obserwowanej przez okno. Jeżeli ktoś widzi za oknem śnieg z deszczem, to ktoś drugi nie może widzieć słońca i zielonej trawy. Może okna tego samego mieszkania wychodzą na wschód i zachód, a może patrzący (nawet z tego samego okna) spoglądali po prostu w różne strony? Z jednej strony jeszcze widać śnieżycę (zima), z drugiego już słońce (wiosnę). U mnie tak się zdarzyło 3 dni temu.
Może faktycznie znaczenie ma tu punkt odniesienia, okoliczności, obszar na którym się akurat znajdujemy. To jednak oznaczałoby, że nie ma czegoś takiego jak sytuacje zerojedynkowe. Jest jeszcze: 0,1; 0,2; 0,3; itd. Nie ma bieli i czerni. Są odcienie szarości, a na upartego cała tęcza…

Chodzi o to, aby tych barw / okoliczności / ułożenia okien w mieszkaniu nie naginać, nie wykorzystywać. Mieć świadomość ich istnienia i dzięki nim poszerzać zakres wiedzy, a nie tłumaczyć na przykład konformizm.

Oliwko, a na czym opiera się nasze wewnętrzne przekonanie o słuszności w danym temacie? Na tym że, nam się wydaje, iż działamy właściwie bo wedle własnych, zerojedynkowych zasad? (To nie atak, to szczera ciekawość.) Ja staram się również mieć czyste sumienie i działać wedle zasad, jednak pewności stuprocentowej co do tego, że działam właściwie nie mam… nie zawsze… Moje zasady ponadczasowe, uniwersalne, sprawdzone wcale nie muszą być dobre dla innych. Więcej… nie muszą być dobre dla mnie samej - zawsze i wszędzie.

Czy w danej, konkretnej sytuacji zastosowanie tych samych, niezmienny (moich!) zasad da mi pewność, że konsekwencje (tych moich, stałych działań opartych na logice) będą identyczne, niezmienne, jak zawsze?


Dobranoc



[ edytowany 22 mar : 23:24 ]

woman
23 mar : 8:10
Na początku – wyjaśnię- GLOS, zadając te pytania, intencją moją było jedynie, byś zebrał te kilka Twoich własnych pojęć w jednym miejscu i krótko je podsumował, po to, by osoby które nie czytały bloga szczegółowo, miały je jak na dłoni w dyskusji, bo kluczowym w niej, moim zdaniem, jest rozumienie indywidualne tych pojęć.

Według mnie, ludzie szeroko ich oddziaływanie pojmują, mają watpliwości, więc, jak najbardziej, ich własne rozumienie trzeba uściślać.

Spójrz, jest tego przykład… TROUBLE napisała:

Moje zasady ponadczasowe, uniwersalne, sprawdzone wcale nie muszą być dobre dla innych. Więcej… nie muszą być dobre dla mnie samej - zawsze i wszędzie.

A teraz do rzeczy, wybacz, ale dalej podążę;-):

?yć dobrze to tak żyć, by nie mieć się przed nikim z czego wstydzić, że żyło się tak a nie inaczej. To dobre życie, być dumnym z dobra jakie się w życiu uczyniło innym. Z dobra jakie się innym dało i jakiego sami doświadczyliśmy

Po jakich przejawach zachowań innych, jesteś w stanie wysnuc wniosek, że Twoja percepcja Twojego dobrego życia jest tak samo postrzegana przez innych?

Kiedy jesteś stuprocentowo pewien, że to dobro, które czynisz jest dla innych dobre?
A kiedy masz wątpliwości?

Jakie przejawy dają Ci podstawę, by sądzić, że coś robisz dobrego innym, a jakie, kiedy czujesz, ze kogoś czymś krzywdzisz?

Po czym poznajesz, że tak jest?

GLOS, czytając Twoje wątpliwości, związane z moimi pytaniami, odnoszę wrażenie, że moje pytania odebrałeś jak poddawanie w wątpliwość Twoich wartości – czy dobrze rozumiem?
Jeśli tak to odczułes i czujesz się tym urazony- to z góry przepraszam i wyjaśniam- nie takie intencje mną kierowały.
Kierowało mną to, co zawarłam już w pierwszym zdaniu tego wpisu.
Jak równiez to, że sama mam w stosunku do siebie watpliwości i sama sobie zadaję takie pytania, jakie Tobie zadałam powyżej.
Szukam na nie odpowiedzi, zastanawiam się, myslę...



[ edytowany 23 mar : 8:30 ]

oliwka
23 mar : 11:16
Trouble, postaram się wyjaśnić to tak, jak ja to rozumiem, doświadczam Nie odbieram tego jako atak, spoko Po prostu wymieniamy poglądy... na temat

Zapewne, nie będzie odkrywcze, kiedy powiem, że każdy człowiek ma swoje uwarunkowania, które wewn. przekonują go o obranej słusznej drodze, czy wyrobieniu sobie własnego zdania w temacie. Dokonuje się to przez pryzmat systemu wartościowania (hierarchii wartości) jaki obrał w życiu, na którym wypracował swoje zasady. To z kolei nie bierze się z nikąd, z próżni (zasady nie są samorodne, że tak powiem)... Człowiek jako jednostka społeczna, aby przynależeć do określonej społeczności przymuje jej normy zachowań (współżycia społecznego), przymuje też wartości w pewnym stopniu uniwersalne tejże społeczności - chcąc nie chcąc wyrasta na ich bazie i tak jest wychowywany. Potem ma możliwość ich weryfikacji (jeśli jest istotną myślącą)

Dalej... na to nakładają się także inne systemy norm - uwarunkowane normami określonego światopoglądu, normy prawne, ekonomiczne itd. Tak więc, myślę, że system własnych wartości i zasad jest ich wypadkową, który mieści się w marginesie przyzwolenia społecznego (jego norm). I stąd wiadomo, co jest dobre a co złe (+/- margines błędu w postrzeganiu różnych zjawisk, sytuacji itd). Każdy wewn. wie, kiedy przekracza normy społeczne - sumienie kłuje, czasem tylko leciuchno ale daje wewn. sygnał, że coś robi się wbrew sobie...

Wg mnie, innymi słowy, w takich warunkach człowiek karmi swoje sumienie i kształtuje je - tzn zalezy to od tego, jaki filtr z tych zasad i hierarchii wartosciowania buduje (na jakim światopoglądzie bazuje); co jest dla niego pryzmatem (prawdami życiowymi, autorytarne) w kształtowaniu i postrzeganiu świata... I tak w ukształtowanym sumieniu dokonuje się ocena, retrospekcja, wnioskowanie. Taki jest mój punkt widzenia Nie wiem, czy jasno wyraziłam się...



[ edytowany 23 mar : 11:20 ]

metodyk
23 mar : 12:01
Dla mnie nie ma znaczenia czy rozmawiam z kimś kto wierzy w Boga czy nie. Dla mnie wazne jest to co mówi i jak żyje. Ludzie zawsze powinni kierowac sie zasadami. Etycznymi czy zasadami wiary. Powinni miec kręgosłup i powinni nabywac doświadczenia. Bez doświadczenia nie ma prawdziwej mądrości. Można o niej czytac, można gadać wierszem i cytować znane dzieła. Bez doświadczenia przeczytane mądrości są martwe. Czasem trzeba przejść od złych uczuć do dobrych, żeby dowiedzieć się czegoś o sobie i innych. Tak naprawde ludzi trzeba umieć słuchać, gadać najmniej. Ludzie którzy potrzebują pomocy zazwyczaj chcą się komuś zwierzyć i dostać wędkę a nie rybę. A tak w ogóle pamiętajmy że ludzie są różni i mimo wszystko dobrzy. Każdy ma swoje życie i swoje doświadczenia do których nikt z zewnątrz nie ma dostepu. Nie ma dostepu ponieważ nie zna jego emocji i psychiki. Naprawde każdy jest inny. Konsekwencje postepowania w życiu też czasem są różne, niesprawiedliwie rozdzielone... tu nie ma matematyki. Absolutnie nie ma... Glosatorze wyjasnij jeszcze strwierdzenie co znaczy - "w życiu nie ma przypadków". Przyjmijmy że nie ma. Co w takim razie jest zamiast niech. Przeznaczenie? Czy wszystko co nas spotyka jest i powinno być śwaidomym wyboram. Przyjmijmy że tak. Jak więc nazwac to co przezywamy w dzieciństwie, które ponoć kształtuje nas na całe życie? Kiedy jesteśmy nieświadomymi i niewinnymi dziećmi nie mamy mozliwości wyboru. Pisze tak poniewaz w zyciu nie wszystko jest takie proste jak ci się wydaje. W Twoim życiu byc może jest, ale to jest Twoje życie Glosatorze.
[ edytowany 23 mar : 12:21 ]

szagrad
23 mar : 12:12
Elentari: praktyczne podejście układanie do przodu spraw, życia, planu obowiązków, pamiętaj tylko o jednej rzeczy możesz się bardzo zdziwić jak wszystko co założysz, zaplanujesz trafi do kosza. Planować można a wybrać i tak trzeba będzie nie z tego co CHCESZ, zaplanujesz.
Zapytasz dlaczego bo w życiu potrafi się pokręcić tak bardzo, iż będzie decyzja zła i ta gorsza.
Wyobraź sobie sytuacje.
Godzina około 14.00 Sylwester minionego roku.
Jedzie samochód kierowca z żoną i córka prosta droga, lekki opad świeżego śniegu, z tyłu wyłania się bmw i wyprzedza ok.
Za duża prędkość, za szybki skręt kierownicą przy wyprzedzaniu- poślizg, bmw odbija się od bandy drogowej uderza w auto z rodziną. Rodzina leci autem w stronę chodnika i przystanku tam się znajdującego (na którym są ludzie i sporo dzieci). Kierowca próbuje nie zmieść przystanku i ludzi – skutkiem tego jest uderzenie w latarnie odbicie od niej i przygniecenie samochodem młodej kobiety.
Kobieta 24 lata okazało złamane obie nogi, uszkodzona miednica.
Dwa miesiące po wypadku:
- kierowca bmw lat 19 prawo jazdy od 3 miesięcy sprawa w toku (kupił tatuś na urodziny
6 litrowe BMW 760i z tylnym napędem) – kretyn myślał iż posiadając abs esp i inne gadżety nic się nie stanie)
- kierowca z rodziną auto na złom, sprawa w toku i do końca życia świadomość wybrania mniejszego zła (jest szansa, uniewinnienia)
- przystanek i ludzie w nim cali
- młoda kobieta dalej w szpitalu i nie wiadomo czy będzie chodzić normalnie
Kierowca do końca poczucie winy za uszkodzenie kobiety.


pieprz&wanilia
23 mar : 14:21
zgadzam zię z Metodykiem, nie wszystko jest takie proste, jak się wydaje, że wystarczy czegoś nie wybrać, żeby być szczęśliwym,owszem wiele osób nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny, co jest powodem, paradoksalnie nie ich bólu, a bólu i cierpienia innych, i wygląda to tak ,jakby dostawali przyzwolenie na takie postępowanie, bo gdzie odnależć logikę w sytuacji opisanej np. przez szagrad? i na nic się nie zda poczucie winy nastoletniego kierowcy,
ja wiem, że z wiarą żyje się łatwiej, zawsze po cichu zazdrościłam tym, którzy głosili , jak ważką rolę odgrywa w ich życiu wiara, tu wszystko jest poukładane, nakazy, zakazy, wskazówki, jak żyć, by być szczęśliwy, by zostać zbawionym po śmierci, wybrali Boga, bo potrzebowali oparcia i znaleźli je w wierze, owszem jest wolna wola i wybór, ale skoro wybrali Boga, nie będą postępować źle, będą żyć według zasady Miłuj bliźniego swego jak siebie samego, co uważam za zasadę uniwersalną, pozareligijna, raczej ogólnoludzką, zasadę, która wyznacza nasze człowieczeństwo, bo od tego jak traktujemy siebie najpierw, zalezy w dużej mierze to jak będziemy traktować innych - i nie ma tu nic z wiary...
i czasem trzeba przejść przez złe doświadczenia, aby dojrzeć te dobre, aby zrozumieć, czym jest szczęście, jak do niego dążyć, ,
jak stawać się miłością dla siebie najpierw, a później dla innych,wtedy dobrze jest mieć oparcie w czymś lub kimś większym od nas, w Bogu, jakkolwiek go nie nazwiemy,
są ludzie, którzy od urodzenia idą prostymi , właściwymi drogami i chwała im za to, ale są i tacy, którzy szukają (czasem dość długo i pokrętnie) drogi do siebie, do Boga, co nie znaczy, że nie biorą konsekwencji za swoje czyny.
[ edytowany 23 mar : 14:23 ]

selena,helen
23 mar : 15:07
Temat rzeka.
Moim zdaniem konsekwentnym być, znaczy mówić i postępować tak ,
by móc się pod tym zawsze podpisać jawnie.
Warto każdej decyzji dokładnie się przyglądnąć, „Pomyśl, nim zrobisz”, to dobra zasada.
Dobro w ogólnym pojęciu ,wcale nie musi być dobrem.
Mamy wiele odkryć, miały one służyć dobru , nieść korzyści, a przyniosły zagładę.
Tu mamy konsekwencje! Każda źle podjęta przez nas decyzja, mści się na nas albo na innych.
Nie jesteśmy pechowcami życiowymi, ponosimy konsekwencje własnych decyzji.
Są jednak okoliczności, kiedy robimy coś czego nie akceptujemy, pobudką może być strach, złość, alkohol czy spontaniczność. Wiemy, że to co zrobiliśmy było nie potrzebne, ale stało się, nie odwrócimy faktu, pomóc może nam tylko szczerość wobec siebie i innych.
Ważne by nie naginać zasad wedle własnego „widzi mi się”. Są zasady sprawdzone i warto ich się trzymać, nie krzywdzą a godności przydają. Jakie to prawa- wiemy od pokoleń.
Czasem robimy coś, żeby komuś pokazać, że jego postępowanie rani. Są osoby , które rozumieją tylko wtedy, gdy na własnej skórze odczują skutek. Zbieramy więc na początku baty, ale bardzo nas cieszy gdy ta osoba zrozumie nasze intencje. Karcimy dziecko, bo je kochamy. Osobiście jestem wdzięczna, gdy inna osoba wskazuje mi błędy. Pierwszy odzew to bunt, który owocuje przemyśleniem sprawy, bardzo dokładnym i od każdej strony. Ileż bzdur w życiu robimy, iluż winnych szukamy, a winę w sobie dopatrzymy się na samym końcu. Do tego czasu piętrzą się rozczarowania, gorycz , często apatia. Wielu psychoterapeutów podaje, że przyczyną chorób, jest nasz stan psychiczny, że możemy je uleczyć, lecząc własną duszę, ale ilu ludzi w to wierzy? Stan naszej świadomości może nam dawać korzyści albo być tragiczny w skutkach. Trouble ma rację, to co dobre dla mnie , nie musi być dobre dla drugiego, każdy musi postępować zgodnie z własnym przeświadczeniem, kierować się jednak trzeba wyższym dobrem. Przyjmując idee, które kłócą się z moim przekonaniem, tworzę w swoim wnętrzu dysharmonię. Nie zmieniam swojego sposobu życia, tylko dlatego, że inni tego chcą. Zwykle stawiam siebie na miejscu danej osoby, mam wtedy jaśniejszy i bardziej sprawiedliwy pogląd na sprawę. Uważam też, że trzeba mieć dla siebie szacunek, by docenić wartość drugiego człowieka, że trzeba dawać by otrzymywać, kochać by być kochanym, być odpowiedzialnym, żeby nie ponosić przykrych konsekwencji. O odpowiedzialności trzeba przy tym temacie długo, jeszcze do tego wrócę. Powiadają, że dobrym kierowcą jest ten, kto myśli za siebie i za drugiego kierowcę.

trouble
23 mar : 15:52
Oliwko, rozumiem i dziękuję za wyjaśnienie.
Tak jest jak mówisz, każdy myślący człowiek powinien wiedzieć kiedy przekracza normy społeczne i nie tylko oraz jakie są tego konsekwencje.

Seleno, zgadza się – ‘temat rzeka’ i brawo za to Glosowi, że podjął próbę zebrania go w całość, a potem odpowiadając na pytania Woman dodatkowo uściślił kilka kwestii. (Uprzedzając pytania – to nie był element ‘wazeliniarstwa’. Ja naprawdę tak myślę.)

Wspomniałam już powyżej ale przytoczę raz jeszcze, że dla mnie fakt, iż każde działanie będzie miało swoje konsekwencje jest absolutny i niepodważalny. Zgadzam się z tym w 100%. Każda akcja powoduje reakcję.
Dodatkowo… im więcej przeżyliśmy, im więcej doświadczeń zgromadziliśmy, z tym większym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencje naszych wyborów, czyli: ‘co wydarzy się gdy...’.

Ale właśnie… z prawdopodobieństwem…

Ja jednak (być może to efekt tego, że ciągle się uczę, wciąż mam pytania na które staram się znaleźć odpowiedź) na moment przed podjęciem decyzji zastygam w bezruchu, jeśli można tak to obrazowo określić.
O czym wtedy myślę, o tych wszystkich czynnikach które nie są mierzalne, których nie da się przewidzieć, a które zaważą na efekcie końcowym.
Chciałabym kiedyś osiągnąć poziom wiedzy (być może wielu już się to udało) który pozwoli mi przewidzieć i oszacować to co nieprzewidywalne i niemierzalne.
W tym momencie nie jestem w stanie tego zrobić, tak naprawdę wcale nie mam pewności czy to jest w ogóle możliwe do wykonania…

Być może ja po prostu przywiązuję zbyt dużą wagę do czynników na które nie mam żadnego wpływu. Być może nadaję im zbyt duże znaczenie. Być może…

Pzdr T.

selena,helen
23 mar : 17:15
Odpowiedzialność za słowo!
To bardzo ważne, bo możemy skrzywdzić kogoś na wiele długich lat.
Słowo ma ogromna siłę, może być sugestią. Nie tak dawno opowiadał człowiek,
że jakaś wróżka powiedziała mu, że będzie ciężko chory. Myśl ta, nie dawała mu spokoju,
źle sypiał, miał koszmary, nasłuchiwał jak tylko coś go zabolało. Przesadna ostrożność odbierała mu radość życia, aż rozchorował się. Inny przykład, wmawianie dziecku, że jest beztalenciem, że nigdy niczego nie dojdzie itd. na długo pozostaje w jego podświadomości czyniąc go życiowo niezaradnym. Pewien rodzic wytknął dziecku, że ma coś brzydkiego w fizjonomii, z tym kompleksem żył ten człowiek do starości. Pamiętamy filmowa bohaterkę, panią Bukiet, jej przyjaciółce zawsze coś się rozlało albo stłukło.
Ważne jest nasze podejście , nasza postawa wobec innych.
Uczeni zrobili doświadczenie ze szczurami, ustawili dwa labirynty, w jednym szczury były poszturchiwane, karcone za błędy, w drugim zachęcano je łagodnie do szukania drogi. Te pierwsze zupełnie się pogubiły.
Tu przyszła mi na myśl, zasada bez stresowego wychowywania dzieci, tylko proszę jej nie kojarzyć z dawaniem im „złotej wolności” W bardzo dużej mierze od nas zależy, na jakich ludzi wyrosną, nie znaczy to jednak, że muszą być wiernym odbiciem nas samych. Ważne jest by nauczyć ich odpowiedzialności. Odpowiedzialność za słowo i czyn a nawet za własne myśli. Negatywne myślenie- to już było tu dokładnie omówione i znamy tego następstwa. Pozytywne myślenie zamienia problemy, w przeszkody do pokonania. Sposób patrzenia, też jest bardzo ważny, jak pisze Trouble. U mnie jest dziś za oknem szaruga ale co mi tam, jeżeli mam wyjść wezmę parasol, a jeśli jej nie zabrałam to wrócę mokra, rozgrzeję się gorącą herbatą . Deszcz nie musi psuć humoru, niepogoda jest też pogodą. Jednym słowem od naszego nastawienia zależy, jak odbieramy, jak się czujemy, albo jak nas odbierają. Jeżeli zakładamy, że dana osoba jest do cna wredna, nie liczmy na to, że będą między nami dobre stosunki. Nasze odczucia docierają do obiektu i wracają równie niesympatyczne do nas.
Przy dyskusjach o toksycznych, znalazłam wiele ciekawych rad, grzecznościowa uprzejmość,
uśmiech, dodam jeszcze pozytywne nastawienie, można je wyrobić w sobie nawet w stosunku do takich osób, jeśli założymy, że ich sposób zachowania jest wołaniem o miłość. Ci ludzie po pewnym czasie stają się milsi nie wiedząc nawet o tym.
Należało by jeszcze dokładniej powiedzieć o szerszej odpowiedzialności, nie mam tu na myśli zbawienia świata. Zgadzam się z Metodyką, że życie należy doświadczać, myślę, że Glos ma to na pierwszym planie, dla tego właśnie podjął temat „konsekwencje”.

Glosator
23 mar : 20:24
Droga WOMAN – ja nieustannie proszę a teraz zaczynam już błagać, by osoby, które zabierają się za dyskusje nim to zrobią, poczytały chociaż po łebkach moje stare posty. Odnoszę wrażenie, że osoby piszące tutaj myślą, że ja to mam od cholery czasu i jak sobie ktoś pomyśli, ot tak „Glosie, mam prośbę, byś tak nam podsumował kilka Twoich pojęć i jeszcze zgrabnie to ułożył w miłą formułkę, taką co nam oszczędzi czytanie Twojego bloga” to ja nic tylko radośnie na kiwnięcie paluszka to zrobię? Nie WOMAN – ja jestem sam, Was już bez mała prawie 1/3 z tysiąca. Nie mam takiej możliwości, aby spełnić każde życzenie tym bardziej, że o to prosi mnie Osoba, którą cenię i która jest tu tak długo, iż powinna wiedzieć, o czym tu piszę. Mało tego, powinna pamiętać, że ja nie mam czasami już energii pisać po raz N-ty tego samego. Tak przy okazji – mam gorącą prośbę – proszę Was szczególnie osoby nowe, by nim zaczną dyskusję, czy ustawianie mnie do pionu, by wcześniej po prostu poczytały ten blog. Tu nie działa zastęp gości i zbiorowej osobowości o nazwie Glosator, tylko pisze ten blog (wiem, trudno w to pewnie uwierzyć) jeden mężczyzna, który ma coraz mniej czasu na pisanie, co pokazują już daty kolejnych notatek i wpisów.

A teraz spełnię Twoją prośbę WOMAN, chociaż naprawdę dziwię się, że piszesz prosząc o podawanie prawd tak oczywistych, zwanych zasadami pierwszymi. Ale ok.
Powtórzę jeszcze raz. Jeśli jesteś Osobą, która tutaj zagościła po raz pierwszy to wiedz, że ja nie mam fizycznej możliwości, chociaż WOMAN myśli, że pewnie tak jest - streszczać każdemu sprawy, o których pisałem wcześniej. Mam po prostu ograniczone możliwości. I chociaż można powiedzieć, że staram się pisać w miarę prosto i logicznie, to jednak jak czegoś nie wiesz, to lepiej najpierw poczytać i sprawdzić czy to o co pytasz, już nie zostało opisane. Czasami przypomnę, jeśli sprawa jest prosta. Ale czasami możesz mi ulżyć, jeśli sama lub sama sprawdzisz, czy to o co chcesz zapytać już gdzieś nie zostało omówione.

WOMAN – ja nie mam możliwości aby uściślać własne rozumienie moich Czytelników. Zaś uściślanie moich pojęć, uważam zupełnie za rzecz bezsensowną. O tym co jest dla przykładu dobrem – napisałem w prawie każdym rozdziale mojej długiej pisarskiej tu odysei. A zrobienie słownika moich pojęć już przekroczyło fizycznie moje możliwości.

Podajesz przykład Trouble, która napisała: „Moje zasady ponadczasowe, uniwersalne, sprawdzone wcale nie muszą być dobre dla innych. Więcej… nie muszą być dobre dla mnie samej - zawsze i wszędzie.” WOMAN – czemu na podstawie opinii Trouble ja mam swoje rozumienie słów podawać, jeśli ja piszę o tym wcześniej? I czemu o to nie pyta się TROUBLE tylko TY?!!! I pisałem o tym pewnie z kilkaset razy? Czemu nie zadasz Trouble pytania, czemu tak sądzi a pytasz o o mnie?

Ja piszę coś co dla mnie jest ważne – stosuję i wyjaśniam pojęcia, które wydaje mi się są zrozumiałe. Są podręczniki etyki, są systemy wartości wyznawane przez moich Czytelników. Kiedy pisze o moim rozumieniu dobra i zła – musiałbym tak naprawdę cofnąć się i zacząć pisać od początku. Więc może ja zadam pytanie: Jeśli tutaj jest wśród nas ktoś mający swój własny system wartości, i swoją własną definicję dobra, to czy jest coś sprzecznego z jego definicją dobra a tym co napisałem o czynieniu dobra innym? Mi się wydaje, że paradoksalnie nie.

Rozumiem WOMAN, że nie zrozumiałaś tego co napisałem. Ok. – postaram się jakoś Ci wyjaśnić indywidualnie, to o co pytasz. Cytujesz mnie: „?yć dobrze to tak żyć, by nie mieć się przed nikim z czego wstydzić, że żyło się tak a nie inaczej. To dobre życie, być dumnym z dobra jakie się w życiu uczyniło innym. Z dobra jakie się innym dało i jakiego sami doświadczyliśmy” a potem zadajesz mi pytanie: „Po jakich przejawach zachowań innych, jesteś w stanie wysnuć wniosek, że Twoja percepcja Twojego dobrego życia jest tak samo postrzegana przez innych?”


Wiesz WOMAN? Nie rozumiem Twojego pytania. A ja osobiście mam gdzieś, co inni sądzą na temat tego czy moja percepcja mojego dobrego życia jest tak samo postrzegana przez innych. Słowo! – mam to gdzieś. To ja mam mieć percepcję swojego działania. Ktoś obok może uważać, że mi odbiło. Ktoś inny nie znając mnie, może się pukać w czoło patrząc na to, co robię. Ja mogę mieć przekonanie, pewność, że to co robię jest dobrem, a ktoś inny uzna to za zło. Ocena innych czy to, co robimy jest dobre czy złe może być pomocna ale nie jest wystarczająca. Nawet w katolicyzmie – sądzenie o uczynkach nie jest przedmiotem działania człowieka. „Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni, bo miarą, którą wy mierzycie i Wam odmierzą”. Ocena – czyli stwierdzenie czy to, co robisz jest dobre lub złe – to Twoja ocena WOMAN swoich czynów w powiązaniu z wnioskowaniem, czy z tego co czynimy stworzyliśmy jakieś dobre rzeczy czy czyny. Od oceny tego co robimy mamy autonoomicznego sędziego - SUMIENIE.

Jak napisałem „dobro jakie się innym dało i jakiego sami doświadczyliśmy”. A teraz Ci odpowiadam – a po tym właśnie, że zgodnie z zasadami logiki, z czegoś co jest dobre może być tylko coś dobrego. Jeśli więc czynię dobro innym, mam rozum by zobaczyć, czy uczyniliśmy dobro innym. Czyniąc komuś zło, widzisz skutki złe. Oczywiście, ktoś może być szalony – jego ograniczona poczytalność sprawia, że nie widzi skutków swojego działania. Dlatego np. w prawodawstwie istnieje domniemanie niewinności i istnieje pojęcie ograniczonej albo nawet utraty świadomości i wtedy np. sprawca złych rzeczy nie ponosi żadnej winy nawet jeśli czynił komuś wielkie zło.

Pytasz dalej „Kiedy jesteś stuprocentowo pewien, że to dobro, które czynisz jest dla innych dobre? A kiedy masz wątpliwości?”

Można tu przyjąć dwie postawy – pierwsza: Nigdy nie wiem, czy to co robię w moim przekonaniu dobrze, jest dobre dla innych. Druga: To co robie dobrego jest także dobre dla innych. Są to granice zbioru WOMAN wszystkich możliwych odpowiedzi na Twoje pytanie. Jeśli każdy, weźmie i pomyśli chwilę sam – to odkryje, że nie ma tutaj żadnej generalnej zasady, bo możliwości różnych zdarzeń jest co niemiara. Ja np. lubię bardzo pomidory. Ktoś inny może być na nie uczulony. Ja jedząc pomidory mogę to uznać za dobre dla mnie ale jak poczęstuję uczulonego na pomidory, mogę mu wyrządzić krzywdę. Tylko czy podanie komuś pomidora nie spytawszy się go wcześniej czy może jeść pomidora albo przyjmowanie pomidora od nieznajomego nie wiedząc, czy jest się uczulonym jest dobrem czy może głupotą?

W ostateczności czy czynimy dobrze innym – ocenić mogą wyłącznie inni. Jeśli więc ja np. pisuję tutaj na blogu i staram się rzetelnie wyjaśniać wszystko, mimo iż padam na pysk, bo chcę aby osoby mnie czytające miały wszystko wyjaśnione i zechciały same dochodzić prawdy a nie o wszystko mnie pytać – zakładam, że w mojej intencji i mojej woli jest czynienie tego dobrze. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ktoś inny po przeczytaniu tego co pisze może się pochlastać żyletą. Ale ja staram się zrobić wszystko dobrze. Jeśli więc ja czynię dobro innym a inni przyjmują to i krzywda im się nie dzieje - wiem, że uczyniłem im dobro na milion procent. Jest to czysto subiektywny odbiór. Jeśli inni ludzie podzielają tę opinię, prawda się coraz bardziej obiektywizuje. Stosując zasady analizy statystycznej można przyjąć, że po wybraniu odpowiedniej grupy oceniających, czy Glosator zrobił jakiejś Pani dobrze – to zrobił to te facto dobrze. I wtedy robimy badanie. I przyjmujemy – czy za dobro uczynione Pani X przyjmujemy jej satysfakcję i jej westchnienie: Och, Glos zrobił mi tak duże dobro! I wierzymy Pani lub nie wierzymy i przyjmujemy kryteria oceny i oceniamy. Po wyznaczeniu mediany, można określić z dużym prawdopodobieństwem, że Glos chcąc zrobić dobrze jakiejś Pani faktycznie zrobił jej dobrze przyjmując określone założenia badawczo statystyczne.

WOMAN – pytasz dalej: „Jakie przejawy dają Ci podstawę, by sądzić, że coś robisz dobrego innym, a jakie, kiedy czujesz, ze kogoś czymś krzywdzisz?”

Kiedy ja robię komuś dobrze, to ja mam swoje kryteria oceny – że robię komuś dobrze. Np. jeśli widzę, że Pani ma w oczach łzy i mówi mi : Glos, dziękuję – zrobiłeś dla mnie tyle dobrego” i po okresie roku albo 10 lat wciąż to powtarza, przyjmuję, że faktycznie zrobiłem jej dobrze. Jeśli jednak po tym co jej zrobiłem, ja dostaję w pysk i słyszę: Glos, Ty świnio! – to wiem, że zrobiłem coś źle. Innymi słowy – jeśli komuś uczyniłem dobro, to ten ktoś pokazuje mi, że ja mu uczyniłem dobro albo on sam pokazuje swoim zachowaniem, że jego życie zrobiło się lepsze. Generalnie – dobro rodzi dobro (nigdy nie ma tak, że dobro rodzi zło i odwrotnie) tak więc powiedzenie biblijne: „Po owocach poznacie” ma swoje doskonałe kryterium. Jeśli robisz coś dobrego – skutkiem działania dobrego, jest dobro.


Tak więc patrzę na skutek. Jeśli kogoś krzywdzę, czyli wyrządzam mu zło – po skutku mojego działania to widzę. W moim szczególnym przypadku, ja czasami wiem czy to co chcę zrobić będzie złe dla kogoś i mogę zaniechać działania.


WOMAN pyta: „Po czym poznajesz, że tak jest?” Korci mnie, by Ci Kochana Woman odpowiedzieć, że po organoleptycznym pozmakowaniu skutków swojego działania Po czym pzonajesz, że ciasto jest dobre? Zjadając je!

GLOS więc odpowiada: Po skutkach


Potem WOMAN piszesz „GLOS, czytając Twoje wątpliwości, związane z moimi pytaniami, odnoszę wrażenie, że moje pytania odebrałeś jak poddawanie w wątpliwość Twoich wartości – czy dobrze rozumiem? „

Nie – ja czytając Twoje pytania zastanowiłem się, czy ktoś Ci nie podwinął loginu i hasła, bo jakbyś miała jakąś pomroczność i zapomniała, że ja czasami pisząc proszę wszystkich nowych, by nim się czemuś zaczną w tym co pisze dziwić, zerknęli czasami do wcześniejszych moich publikacji. Ty WOMAN masz jeszcze jedną przewagę – wiesz, że ja mam coraz mniej czasu na pisanie i zastanawiam się w realnym świecie, by sobie już darować prowadzenie tego bloga. Mówiłem Ci to osobiście! Wiesz też dobrze, że czasami liczę na osoby, które są ze mną już bardzo długo i to one np. pomogą mi w wyjaśnianiu zagadnień. A tu się okazuje, że jedna z tych osób, czyli TY WOMAN – nie wie o czym piszeę. Zwątpiłem! Słowo – zaliczyłem opad szczeny tak wielki, że pies sąsiadó ujada do dzisiaj! . Stad moje wątpliwości, czy Ty to Ty czy ktoś, kto Ci podkradł login i hasło.

Piszesz „Jeśli tak to odczułeś i czujesz się tym urażony- to z góry przepraszam i wyjaśniam- nie takie intencje mną kierowały.”

Ja już wyjaśniałem tyle razy a Ty wiesz to doskonale, że ja się nie obrażam ani nie czuję się urażony. Szczególnie, że ja Ci odpowiadam zawsze na Twoje pytania skierowane do mnie nawet jak wydają mi się absolutnie absurdalne. Jak np. pytanie o moją definicję dobra! Uwierz WOMAN – ja wiem, że Ty i ja mamy dokładnie tę samą definicję dobra, chociaż pewnie opiszemy ją na różny sposób i różnymi słowami :_)


Piszesz: „Jak również to, że sama mam w stosunku do siebie wątpliwości i sama sobie zadaję takie pytania, jakie Tobie zadałam powyżej. Szukam na nie odpowiedzi, zastanawiam się, myślę...” – a ja Ci WOMAN odpisuję

A to zmienia postać rzeczy. Bo jeśli masz wątpliwości, pytania i szukasz na nie odpowiedzi, to nie czekaj na to nim ja dam odpowiedzi, bo duża z Ciebie już dziewczynka : -) ale spróbuj najpierw podzielić się wątpliwościami. Bo z tego co napisałaś, wynika, że nie o Twoje wątpliwości chodziło ale jak sama napisałaś: „bym tak podsumował kilka Moich pojęć i jeszcze zgrabnie to ułożył w miłą formułkę, taką co nam oszczędzi czytanie Twojego bloga”

Więc na zakończenie odpowiedzi dla Ciebie WOMAN – NIGDY NIE BĘDĘ OSZCZĘDZAŁ INNYM CZYTANIA MOJEGO BLOGA MOIM KOSZTEM. Jak ktoś nie ma czasu na czytanie tego, co piszę, to ja nie mam czasu na nieustanne streszczenia tego co już napisałem. Zawsze można zadać sobie pytanie WIKIPEDII i czekać, aż ktoś na nie odpisze. Na tym blogu – najpierw się czyta a potem się pyta. Jedynym wyjątkiem dla mnie są Ci, którzy desperacko szukają odpowiedzi na pytania, które im spać i żyć nie dają. Jak się komuś nie spieszy zbytnio, albo jest leniwy – ostrzegam: Mogę olać pytanie! Zaczynam dbać o siebie

Pozdrawiam

PS: jeszcze odpowiem na kwestię Pana Metodologa i na dzisiaj finito Niestety jeśli nie wiecie, tak się złożyło, że mam mniej czasu. Musicie mi wybaczyć albo po prostu czytać dokładnie to, co piszę. Nie rozdwoję się. Wydawało mi się, że pisze tak jasno i przejrzyście, że już bardziej się nie da. No niestety widzę, że się przeliczyłem. Ale nie poddaję się. Obiad poszedł do kosza – będę chudszy. Z Seksu już zrezygnowałem bo nie ma z kim się kochać

woman
23 mar : 21:24
GLOS,

Z mojego punktu widzenia:

Moje INTENCJE zadania pytań były, moim zdaniem, dobre (poprosiłam o doprecyzowanie, by lepiej rozumieć)

Moje DZIAŁANIE/zadanie pytań było, moim zdaniem, ku dobru prowadzące (chciałam rozwiać ewentualne wątpliwości komunikatu)

Z Twojego punktu widzenia:

KONSEKWENCJE (efekt mojego działania) nie okazały się, Twoim zdaniem, dobre dla Ciebie (poczułeś się niemile zaskoczony)

Masz jak na dłoni przykład, że istnieją takie działania, co do których nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie konsekwencje/oddziaływanie będą miały na drugiego człowieka.

Tak jak napisałeś, bardzo wiele zależy od tego, jak je oceni/odbierze człowiek, na którego te działania wpływają.

Ten, który inicjuje działania nie ma pewności efektu swojego działania ex ante - dopóki nie otrzyma informacji zwrotnej nie będzie miał wiedzy, czy przyniosło to coś dobrego drugiemu człowiekowi, czy wręcz przeciwnie- przyniosło coś niezbyt dobrego.

Otrzymałam taką informację zwrotną od Ciebie. I Twoje merytoryczne odpowiedzi w temacie. Dziękuje za jedno i za drugie:-)

Ja nie przychodzę tu po to, by z Tobą walczyć … ja przychodzę do Ciebie z dobrymi intencjami i jeszcze raz powtórzę- moją intencją była chęć dobrego zrozumienia, dyskusja i prośba o doprecyzowanie Twojego własnego pojmowania pojęć- miało to na celu uzyskanie pewności, że dyskutujemy o tym samym.

Moją intencją była także chęć i wiara, że mogę dowiedzieć się czegoś nowego i ważnego.
Od Ciebie.
Jestem zainteresowana coraz precyzyjniejszym dookreślaniem otaczającej mnie rzeczywistości zewnętrznej i wewnętrznej, bo dla mnie stanowi to istotną wartość.

trouble
23 mar : 21:48
'O raaajuśku!' Jakby to powiedział Clifford (taki duży, czerwony pies, kto ma dzieci w wieku przedszkolnym ten wie).

To ja może króciuteńko odniosę się do fragmentu który dotyczył mojej skromnej osóbki i wyjaśnię co autor miał na myśli pisząc (i tu się zacytuję):

Moje zasady ponadczasowe, uniwersalne, sprawdzone wcale nie muszą być dobre dla innych. Więcej… nie muszą być dobre dla mnie samej - zawsze i wszędzie.

1) ‘Czemu o to nie pyta się TROUBLE tylko…?!’
2) ‘Czemu nie zadasz Trouble pytania, czemu tak sądzi…?’

Jeden. Ja generalnie lubię stawiać pytania tak ‘do ogółu’. Nawet nie po to żeby ktoś mi udzielił na nie odpowiedzi (proszę mnie tylko nie zacząć teraz olewać!) tylko po to, że być może ktoś minutę się nad tym pytaniem zastanowi i odkryje swoją Amerykę. Wiem, głupie, ale kto powiedział, że jestem doskonała. Mam masę odbić.

Dwa. Czemu tak sądzę jak sądzę. Moje życie pokazuje, że moje zasady nie zawsze są zbawienne dla moich znajomych. Wynika to z różnorodności… wszystkiego! Dlaczego nie muszą być dobre dla mnie samej – zawsze i wszędzie? To wyjaśniłam (mam nadzieję) w moim poprzednim wpisie na temat czynnika niemierzalnego.

Glos! Kobiety nie są upierdliwe tylko dociekliwe niewiasty są...

Pzdr T.
P.S.
Jak sobie wyobrażę teraz nas wszystkich klikających F5 żeby odświeżyć stronę, to od razu mi się humor poprawia.

[ edytowany 23 mar : 21:55 ]

oliwka
23 mar : 21:49
Glos, nie umniejszając Twoim tekstom ze starego bloga, proszę zauważ, że każda dyskusja, dialog, kolejny nowy uzytkownik wnosi na dany moment swoje nowe spojrzenie w podjętym temacie. Taka jest potrzeba chwili. I myślę, że Woman słusznie poprosiła Cię o sprecyzowanie pewnych pojęć potrzebnych w tej dyskusji. Twoje uprzednie wypowiedzi wynikały także z uprzedniej potrzeby chwili i były to Twoje głosy w dyskusji. Myślę, że nie można nowego wina wlewać do starych bukłaków Wtedy byli inni ludzie, teraz są inni... Komunikat dostosowuje się zawsze do aktualnego odbiorcy
Poza tym, jakby tak każdy użytkownik odsyłał do swoich wypowiedzi z innych wątków w określonych tematach, to zrobiłby się galimatias
Przecież dotykając pewnych powtarzających się tematów, można krótko zasygnalizować, niekoniecznie na nowo rozpisując pradzieje wątkotwórcze Wiem, że to wynika z tego, że chcesz być dobrze zrozumiany i zapewne męczy Cię ciągłe rozpisywanie sie na nowo (znam to z własnego podwórka) Zaufaj, proszę, uzytkownikom, naszej inteligencji jesli czegoś nie zrozumiemy to poprosimy o doprecyzowanie (i vice versa). Tak to widzę, i taka byłaby moja nieśmiała prośba w tym temacie - a co Ty, Glos i Drodzy Uczestnicy forum myślicie o tym?

[ edytowany 24 mar : 11:25 ]

woman
23 mar : 22:10
GLOS,
Jestem otwarta na propozycje… gotowania;-).
I zapewniam, że pepperoni (czyli czuszka), jak amen w pacierzu- będzie w menu;-)

mamel
23 mar : 22:18
Women 111 trzymam Twoja strone. Zadalas madre pytania bo przeciez nie ma glupich pytan... sa za to... ale mniejsza z tym.
Ciesze sie ze nie skonczylo sie tak jak w moim przypadku... Umiesz poluzowywac. Mezczyzni czasem w szrankach ze soba tego daru nie maja. Pozdrawiam Cie gorąco!!



woman
23 mar : 22:36
MAMEL, dziękuję ale doprawdy- niepotrzebnie…
ja zawsze mam w głowie, że takie „trzymanie” się za wszelką cenę jakiejś „strony”- może sprawić że obie strony poczują gorzki smak przegranej – pisałam Ci kiedyś o tym… Pamietasz?

Staram się podchodzic do sytuacji z pewną dozą relatywizmu.
Ot i wszystko…


mamel
23 mar : 22:45
Women 111 a ja za to uwazam ze swoich prawd warto bronic do konca jezeli jestesmy przekonani o ich prawdziwosci. Nie naleze do osob, ktore daja sie zdlawic komus tylko dlatego, ze ma inny punkt widzenia na rzeczywistosc. Nie wiem czy Twoje podejscie jest ok czy nie i nie zamierzam go oceniac. Wracajac do dyskusji sadze, ze zadalas madre pytania a potem powoli sie z ich zadawania wycofywalas... Tak pamietam, jak pisalas mi o tym - czy sadzisz ze wlasnie w tym przypadku te "obie strony" mogly poczuc smak przegranej?
A co do tekstu Glosa w kom do Metodyka - to moim zdaniem byl to jeden z lepszych tekstow z "nowego" bloga bardzo podobny do tych z "czarnego" bloga (w pozytywnym tego slowa znaczeniu).


[ edytowany 23 mar : 22:53 ]

woman
23 mar : 23:05
MAMEL, nie ma jedynie słusznej "własnej prawdy"- zawsze pamiętam o tym, ze nie mam na nią monopolu- ta "prawda" jest zawsze gdzies pośrodku...

Czasem trzeba dokonać wyboru pomiędzy realizacją potrzeby autonomii, a potrzebą relacji z czlowiekiem.
Ja dokonuję takiego wyboru bardzo świadomie.
Dla mnie nie jest problemem zrezygnowanie z jednej, mniej ważnej rzeczy na korzyść drugiej- wazniejszej.

Słowa do nas kierowane nie są ani dobre ani złe dla nas.
To my im nadajemy takie znaczenie.

To od nas zależy czy potraktujemy je jak "podrzuconą" nam zlośliwie "śmierdzącą skarpetkę", czy jak inspirujący prezent;-).

[ edytowany 23 mar : 23:10 ]

mamel
23 mar : 23:17
Women 111 a mowilas to juz Glosowi??

woman
23 mar : 23:21
MAMEL jak mówię, to mówie za siebie.

Niczego GLOSOWI nie muszę mówic, bo GLOS swój własny rozum ma.

rynetka
23 mar : 23:47
Fajnie czasami stać z boku i śledzić dyskusje:) Czytając wpis Glosa było dla mnie jasne i zrozumiałe, to o czym pisał...teraz mam "pomieszanie z poplątaniem" Wszystko się tu "pokomplikowało"

Tak sobie myślę, ze chyba niedokładnie czytałam wpisy na forum (friska- oj, oberwało mu się...), bo ja pewne rzeczy zupełnie inaczej rozumiałam...mam jakiś dysonans poznawczy;)

Mam wrażenie, ze tu nowe teorie się zrodziły, a na ich podstawie okazało się, że "życie nie jest takie proste..."
Jest proste- wystarczy stosować się do zasad, norm, reguł i grać po prostu FAIR.
Wyobraźmy sobie, co działoby się na drodze, gdybyśmy nie mieli i stosowali się do przepisów Kodeksu Drogowego? Pewnie- zawsze znajdzie się ktoś, kto je zignoruje, ale znakomita większość ich przestrzega, ba uznaje za SWOJE...Tak jest też z większością Kodeksów- również dotyczy to Kodeksu Honorowego, Niepisanego, itd...O co tu się spierać? Przecież wiadomo, ze za łamanie "przepisów" (jak zwał tak zwał) spotka nas kara (jak ją zwał tak zwał)

Mnie pojawiła się tu jeszcze jedna definicja, ale związana z postawą - konsekwentny- czyli uparcie dążący do celu, dotrzymujący obietnicy, Odpowiedzialny za dane słowo (nie robi z gęby laczka)...
Dla mnie zaprzeczeniem konsekwentnego postępowania jest gdzieś w/w "wychowanie bezstresowe". Prawie każde działanie w życiu jest obarczone stresem, który często jest niezbędny- motywujący...Dzisiejsi gimnazjaliści, to owoc tej właśnie teorii wychowania- bez konsekwencji (mają prawa a nie obowiązki) i konsekwentnego stosowania zasad ogólnospołecznych. To stwierdzenie opieram na własnym doświadczeniu.

To tyle...chętnie poczytam dalsze wypowiedzi...Daje się wyczuć napięcie w dyskusji...

Pozdrawiam wszystkich...

selena,helen
24 mar : 3:52
O kurcze, u mnie za oknem sztorm a tu burza. Nie rozumiem Glos czemu tak się wypróżniasz energetycznie. Mogę zrozumieć, że masz brak czasu ale skoro sam często prowokujesz, pozwól robić to innym.Wszyscy wiemy ,że jest jedna definicja na zła i dobra, bajki mówią,że dobro zawsze wygrywa,no, w ostatecznym rozrachunku życia jestem pewna, że tak.Nie starczy nam jednak życia,żeby stać się chodzącym dobrem.Powiedz no nam ,jak chcesz znaleźć kobietę, skoro z góry zakładasz, że czasu na to nie będziesz miał.Może to konsekwencja tego, że wcale nie chcesz , bo to jeszcze nie jest ta właściwa chwila.Trochę jak z tą pięciozłotówką, o której pisałeś, kto z pełnym portfelem ten nie szuka.Powiadają też, że to nie my wybieramy książki, tylko one same do nas przychodzą.Pozdrawiam serdecznie.

Red Cat
24 mar : 7:15

RYNETKO, "Mam wrażenie, ze tu nowe teorie się zrodziły, a na ich podstawie okazało się, że "życie nie jest takie proste..."
Jest proste- wystarczy stosować się do zasad, norm, reguł i grać po prostu FAIR"
- uśmiechnęłam się tylko porannie, bo to, co napisałaś jest fantastyczne. Brawo

Dla mnie też jest proste, ale jest spora grupa, która z namaszczeniem, delektując się, rozważa, jakie to życie jest popaprane, skomplikowane w ogóle fe. Jest też grupa, całkiem spora, która uwielbia komplikacje i użalanie się nad sobą, jak inni się nad nimi użalają. Co kto lubi

P.S. Panie MAMELU, jakiś czas temu wyskrobałam mail do Ciebie, nie spodziewałam się specjalnie, że odpiszesz, choć stało w Twoim wpisie: "chętnie odpowiem na maile". No cóż...dla mnie słowo droższe od pieniędzy To tak na marginesie.

Tymczasem idę sobie, cieszyć się, że niebo nad łepetynką mam błękitne. Pozdrawiam z uśmiechem. K.

Frisk
24 mar : 9:43
Odpisze krotko poniewaz mam do zaopiniowania strasznie duzy projekt na biurku i od dwoch dni obchodze go szerokim lukiem .
GLOS - zrobiles ze mnie osobnika nie kierujacego sie zadnymi zasadami.. baaa..odrzucajacego zasady. Nie jest tak..nie wynika to takze wprost z moich wpisow.. moze to sa domyslu ?! - w kazdym razie zle. Staralem sie napisac..przekazac, ze czasami w okreslonych sytuacjach.. odrzucenie zasad - zasady moze wyjsc nam na dobre - mopze ! ..nie musi - oczywiscie. Przykladow mozna mnozyc - takich z zycia.. najprostrzy - mopja sasiadka ze starego lokum zyla z trojka dzieci i mezem ktory ja lap za byle co.. - nie pil, nie palil.. zale jak mu cos nie pasowalo to ja pral ile wlezie. W niedziele wszystcy zgodnie do kosciola.. usmiechnieci..radosni... a wieczorem - znowu ja lal...!! Kiedys gdy ja zapytalem dlaczego.. ? , ze to nie moja sprawa w sumie ale sa sasiadami wiec staram sie dowiedziec ! DLACZEGO ? - odpowiedz - bo jestem katoliczka..mam swoje zasady, jestem im wierna..i tak juz bede zyla - poza tym sa dzieci. Tak - coz.. moze gdyby zlamala te dobre zasady - normy ..powszechnie uznawane - ptzujete.. wyszlo by jej i dzieciom na dobre - Coz - nie nagina i nie lamie zasad.. wiec pewnego razu moze jak maz zlamie jej nos albo reke zastanowi sie nad tym wszystkim raz jeszcze. Nie badzmy fanatykami ! .. nie mowmy, ze te zasady sa dobre zawsze nawet jesli w wiekszosci przypadkow sa i wiemy to dokladnie - to sa takie..moze jeden w ktorym te zasady beda beznadziejne i tragiczne w skutkach dla nas i bliskich. Zycie jest sciezka podejmowania wielu wyborow i zmagania sie z roznymi dylematami.. Nie bede prawil teorii o tym, ze zcasami warto kierowac sie glosem z wewnatrz.. pojawuiajacym sie z wolna uczuciem do drugiej osoby.. czy tym, ze nalezy zyc w zgodzie ze saba samym i otoczeniem. Nigdy nikt nie przekona mnie, ze nie ma sytuacji w ktorych zlamanie zasady - zasad nawet najlepszych.. nie moze wyjsc nam i innym na dobre. Coz - zycie jest bogatsze niz to co pisza w ksiazkach ..a Frisk mimo wszystko ma zasady choc ma takze swiadomosc, ze nie zawsze wszystko mozna potraktowac logicznie...matematycznie..

trouble
24 mar : 10:51
Frisk,
Myślę, że przykład który podałeś nie jest najlepszy. Zasady zawsze trzeba mieć. Jednak należy stosować je we współpracy z własnym rozumem. Trzeba je wcześniej przemyśleć, przeanalizować. Bóg dał nam rozum w jakimś celu. W takim celu aby każdy zanim postanowi wcielić w życie taki czy inny ‘program zasad’, przez chwilę zastanowił się i sprawdził czy zasady dostosował do okoliczności. Tak aby dobro móc czynić drugiemu, a także móc go odbierać od innych. Nie chcę przez to powiedzieć, że zasady można naginać, a ta Pani nie myśli. Może mieć jednak ten proces zaburzony poprzez męża psychopatę który zasad właśnie nie stosuje.

Pzdr T.
Frisk, ja wolę Twoje krótsze notki. Nie każdy ma zdolność pisania długich tekstów. Ja na przykład nie posiadam takiej umiejętności. Ty, moim zdaniem również jej nie posiadasz.


[ edytowany 24 mar : 10:54 ]

oliwka
24 mar : 11:20
W ogóle w Sieci lepiej czyta się krótsze notki i nie ważne czy ktoś ma dar wylewania dlugich tekstów czy też go nie ma. Długie pisane jednym cięgiem, bez akapitu siłą rzeczy zmniejsza uwagę czytelnika (to tak a propos forumowych barier komunikacyjnych)

Offtopic:
Co do przykładu Friska - z bólem stwierdzam, że ciągle pokutuje taki stereotyp zasad katolickiej żony. Bo gdyby porozmawiała ze swoim duszpasterzem z parafii (po to są) i trafiłaby na światłego (szczególnie z młodszej generacji po 40-ce), na pewno sugerowałby jej separację dla dobra jej samej, dzieci, a nawet męża. I to jest efekt bezmyślnej, interpretacji zasad Kościoła Katolickiego (niestety nie tylko tej zasady). Bo gdyby świadomość (poszerzanie wiedzy o wierze) była, to nie byłaby ofiarą domowej przemocy. Z przekonaniem mogę stwierdzić, że to nie jest katolicka zasada rozumienia wymiaru miłości małżeńskiej. Ale tyle poza tematem. A może i w temacie "konsekwencji"

[ edytowany 24 mar : 11:23 ]

Frisk
24 mar : 12:28
Trouble - zapewniem Ciebie, ze potrafie pisac i to bardzo dlugie teksty - popelnilem w zyciu sporo naprawde ciekawych opowiadan ale to troche nie w temacie dlatego pozostane przy stwierdzeniu, ze pisze krotkie teksty tylko wtedy gdy nie mam czasu lub gdy nie mam czego napisac . Tak - Bóg dał nam rozum abysmy wykorzystywali go - nie ważne czy zgodnie czy niezgodnie z zasadami. Ojj - troche chyba przesadziłas pisząc w imieniu Boga iż dostaliśmy rozum w takim celu aby wcielić jakikolwiek "program zasad". Myślę, że dostaliśmy cos całekim innego.. w tym właśnie celu..ale to już jedynie moje domysły.
Zastanów sie dobrze - ile razy używając swojego rozumu w większym lubmniejszym stopniu czyniłąś odstępstwa od swoich zasad. Jak juz dokładnie uzmysłowisz sobie jak wiele razy to wtedy może popatrzysz na temat z innej perspektywy. Zasady naginamy - czesto, jeśli w wyniuku tego dajemy dobro ..a uwierz mi, nie jest tak, że każda zasada w określonej sytuacji niesie dobro - nawet ta najlepsza,najbardziej wyważona.

Piszesz, że ta Pani może miec zaburzony proces przez męża , który zasad właśnie nie stosuje - ? Może jest jednak inaczej - stosuje inne zasady - zupełnie niezgodne z jej zasadami. Kto powiedział , że zasada jest jedynie czymś co sprawia dobro ?! Należało by w tym momencie przejść do dyskusji nad pewnymi normami.. różnorakimi - postępowania, zachowań..etc. Długi temacik i chyba już troche off topic.

Oliwka - u nas w naszym pieknym kraju pokutuje o wiele więcej stereotypów i zasad. Zderzam się z nimi na codzien i wiem, że walka z nimi jest jak walka z wiatrakami

szagrad
24 mar : 12:44
Trouble Frisk może podał zły przykład ale poruszył problem powszechny w naszym kraju.
Dlaczego poruszam ten temat.
Mam obok miejsca zamieszkania sąsiadów z podobnym „problemem”, z tą małą różnica, iż ojciec nie bije rodziny tylko znęca się psychicznie nad żona i dwoma córkami – nie bije bo nie dbały rady sobie z żoną. Co do aspektu katolicyzmu to friska rodzina jest katolicka, sąsiedzi raczej nie, swoja opinie opieram na kilkuletnim mieszkaniu obok nich, dlatego zawsze jest margines błędu.
Rodzina posiada dobrze prosperującą firmę, więc moje zdziwienie jest większe czemu to trwa już tyle lat czemu męczą się z tym gościem stać ich na życie osobno. Chyba lepsze rozwiązanie niż życie w stresie i okresowe wizyty policji.
To pytanie powinno być do Glosa ale na osobny wątek na kiedyś.


CORRINA
24 mar : 14:12
Szagrad - pytanie, które zadajesz to temat rzeka jest.
Dlaczego ktoś tak żyje? Jakie korzyści z tego ma (bo smutne to i przerażające, ale musi się mieć z tego jakieś, żeby cały czas w tym tkwić)?
Glos na ten temat napisał dużo na starym blogu np: "Dziecko jako alibi".

Pozdrawiam

trouble
24 mar : 18:25
Frisk, wierzę Ci na słowo z tym ‘popełnianiem’ długich tekstów. Pozwolisz jednak, że pozostanę przy swoim odczuciu.

Dlaczego uważasz, że stwierdzeniem: ‘Bóg dał nam rozum w jakimś celu. W takim celu aby każdy zanim postanowi wcielić w życie taki czy inny ‘program zasad’, przez chwilę zastanowił się i sprawdził czy zasady dostosował do okoliczności.” przesadziłam i mówię w imieniu Boga? Nie, mówię w swoim imieniu. Ja tak pojmuję kwestię interpretacji zasad w połączeniu z danym nam rozumem.
Pisząc ‘taki czy inny’ nie miałam na myśli ‘jakikolwiek’ tylko właściwy, odpowiedni dla konkretnej osoby, jej otoczenia. Tematu kręgosłupa moralnego nie tykam ponieważ dla mnie to podstawa, na której można budować całą resztę, na przykład wspomniany ‘program…’.
Czy czyniłam odstępstwa od zasad? Nikt nie jest doskonały. Poza tym, wyjątek potwierdza regułę.

Frisk, dla mnie osoba która leje drugą (nie mówię tu o samoobronie) bezbronną istotę, to nie człowiek który kieruje się innymi zasadami tylko imitacja człowieka bez zasad. No ale to może faktycznie kwestia definicji jaką się stosuje. O zgrozo.

Szagrad, masz rację problem przemocy w rodzinie to niestety problem złożony i trudny do zidentyfikowania.

Pzdr T.

Glosator
24 mar : 20:59
OLIWIO - ja ufam moim Czytelnikom, ale jak zauważyłaś, czasami robienie resume, najlepiej takiego skondensowanego z czegoś, o czym pisze się 3 lata, jest dla mnie ciężarem. Proszę mnie zrozumieć. Czasami zdopingowanie się, by pisać wymaga nie lada wysiłku. Ja znowu wyjeżdżam w teren i to na parę dni, więc pewnie sobie tutaj podyskutujecie w swoim gronie. Ale będe wdzięczny, jeśli czasami jednak pofatygujecie się w temacie do archiwum. Będę zobowiązany.

MAMEL - ja Cię dławię? To odchrząknij mocniej i Ci z gardła wyskoczę. Zachowujesz się wciąż histerycznie. Tu nie ma żadnego meczu, gdzie Ty możesz siedzieć na trybunach i klaskać a to Trouble, a to Elenteri czy Woman. Po prostu wystarczy, że powiesz co Cio lezy na wątrobie trzymając się tematu a nie ściskając za gardło człowieka. Jak masz zamiar pisac na temat - pisz. Ale błagam - nie użalaj się!

FRISK - ja nic z Ciebie nie zrobiłem, bo by to oznaczało, że jesteś miekki jak glina lub plastelina Zasady to nie są jakieś klapki na oczach. To nie jest jakaś sztywna jak jakaś rama - linia działania. Zasady, to zespół kryteriów, wg. których podejmujemy decyzję. Podam Ci przykład. Jeśli ja się brzydzę kłamstwem - to nie znaczy, że zawsze będe mówił prawdę. Podam Ci przykład. Powiedzmy, że wiem coś co stanowi czyjś sekret. Coś jest dla kogoś bardzo ważne. A ja nie kłamię. I ktoś podchodzi do mnie i mówi: Masz sekret, coś wiesz. Powiedz mi.
Uwierz mi, że ja będe mu łgał jak najęty. Nawet na mękach będe twierdził, że nic nie powiem. Bo mam inną zasadę, wyższego rzędu - dochowam sekretu do grobowej deski. Chodźmym miał skonać.

Zasady, to taka instrukcja działania, która jest naszym wolnym wyborem. Przyjmuję zasadę, bo wiem - że dla mnie ona jest dobra. Sprawia, że ja się nie wykoleję. ?e nie zrobię sobie kuku.
Łamanie zasad, to zaprzeczanie samemu sobie. Nie po to je się buduje latami, by je łamać. Ja rozumiem Twoje tłumaczenie, bo dla kogoś może być dziwne, że jakiś człowiek sam się ogranicza, mówi - zrobię to tak a nie inaczej. Gdybyś znał moje zasady, wiedziałbyś, że to dla mnie nie jest żadnym obciążeniem. Przyjmujemy zasady bo dbamy o swoje dobre życie. Jak ktoś łamie takie zasady, wyrządza sobie krzywdę.


Jeśli przyjmuję jakiś swój dekalog - to znaczy, że ja wiem, że te zasady, są dla mnie dobre. Jeśli je łamię - to znaczy, że robię sobie źle. Dlatego twierdzenie - są sytuacje, dla których warto złamac zasady - to ja się pytam - jakie to są sytuacje?

Jedną z moich zasad jest - nigdy nie będę nielojalny wobec osoby, którą szanuję i która jest mi bliska. Powiedz mi, kiedy miałbym złamać tę zasadę i dla jakiego dobra? Co dobrego będzie np. z tego, że zdradzę osobę, która mi ufa?

Czasami jak czytam co piszą ludzie odnoszę wrażenie, że powiedzenie - są rzeczy, których nie zrobię - jakby było równoznaczne z przyznaniem się, że jesteśmy w czymś zubożali.
?e jestem w czymś gorszy, bo napisałem, powiedziałem - że czegoś w ciemno nie zrobię. Czy ja wyglądam na jakiegoś twardogłowego?

Jeśli ja sobie mówię - Czegoś nie zrobię, nie powiem, nie będę tolerował - robię to dlatego, że tak to widzę. Ktoś tego nie musi widzieć. Więc niech robi sobie co chce. Nie bronię mu. Ale niech mi nie mówi co mam robić i co będzie dla mnie dobre. Jak będzie miał rację, przekona mnie racjami. Ale niech mnie nie uszczęśliwia na siłę.

Teraz powoływanie się na katolicką żonę, która męczeńsko przyjmuje na siebie to, że mąż ją bije. Istnieje coś takiego jak wolność wyboru. Czasami ludzie dokonują w naszym mniemaniu złych wyborów. Pewni ludzie z powodu wiary dają się męczyć, poniewierać, potrafią znosić upokarzanie. Czasami i mnie miota taka sytuacja. Nie chce wchodzić w ludzkie sumienia. Nie jestem sędzią. Może mnie to oburzać, może mnie to wnerwiać. Ale... na takie dictum, że kobieta dzielnie znosi męża tyrana i psychopatę, bo ona wierność tak rozumie - inaczej niż ja - powoduje, że ja szanuję jej wybór. Zmuszanie jej, by zmieniła zdanie - jest tym samym co wyprawia jej maż z nią - biciem zmuszając do działania niezgodnego z jej imperatywem, wolą czy chceniem. Możesz FRISK powiedzieć, że jest to głupie. ?e to jest niepotrzebne męczęństwo dla nieznanych racji. Mi samemu by się serce krajało. Ale ja szanuję wybór taki - mimo, iż się z nim nie zgadzam.

A na marginesie - to, że katolik postępuje źle, to że ludzie łamią przepisy drogowe, to że ludzie krzywdzą, piją i biją, gwałcą - nie oznacza, że zasady, jakim zaprzeczają swoim działaniem są złe - ale że te zasady oni wyznają tylko językiem, słowem. Słowa bez czynów puste są. Co mi po tym, że ktoś idzie do kościoła a potem gwałci i morduje? Czy to oznacza, że Kościół jest be czy to oznacza, że człowiek jest zły? Akurat co do Kościoła jako katolik ja mam swoje zdanie: to, że wyznawcy jakiejś religii nie są wierni zasadom swojej religi - mnie osobiście to nie dziwi i nie powoduje, że ja podważam sens religii. Ja nie patrze na ludzi, którzy łamią zasady wiary, jaką wyznają - ja patrze na tych, którzy tym zasadom są wierni. Tam, właśnie w aktach wierności wyznawanym zasadom widzę prawdziwość wiary. Jak widzę Dalaj Lamę ściskającego się z byłym papieżem - mnie coś w sercu chwyta dobrego. Aż chce do nich dołączyć i samemu poddać się medytacji. Jak widzę kogoś czyniącego dobro w imię wyznawanej religii - czyję tego Boga, którego wyznaje. Zło ma to do siebie FRISK - że chce człowieka zepchnąć z dobrej drogi i sięga po rzeczy, które prowadzą to takiego celu. Dlatego ja nie załamuję rąk na widok zła jakie jedni wyrządzają innym, ja patrze ile mozna zrobić dobrego. Wiesz, jutro ja moge wsiąść w pociąg jadący do miasta na północnym wschodzie i już nigdy nawet nie dowiecie się, co się ze mną stało. Jutro moge zasnąć w hotelowym pokoju i się już nigdy nie obudzić. Uwierz mi - nieszczęścia przychodzą nagle, śmierć można uściskać na miliony sposobów. I uwierz mi - liczy sie tylko to co zrobiłeś dobrego.
W Biblii mam swoją ulubioną przypowieść. Jest lepsza nić wszystkie ?więte Księgi świata. Opisany w przypowieści jest Sąd Ostateczny. Po smierci ludzi czeka rozmowa z Bogiem. Czekają na swoja kolej. Podchodzi jeden do Boga. Bóg się pyta. - Powiedz mi: byłem głodny, czy dałeś mi jeść? Byłem w więzieniu - odwiedziłeś mnie? Byłem spragniony, dałeś mi pić? Byłem smutny, pocieszyłeś mnie? Nie? - To idź w ogień wieczny na potępienie.

Nigdzie tam nie jest napisane - w co ktoś wierzył. Nie jest napisane, czy należał do takiej czy inne religii, jakie przykazania zachowywał. Tam pada jeden typ pytań - Człowiek stoi w prawdzie i może powiedzieć tylko tak, lub nie. Nie da się tam okłamywać. Byłem Twoją dziewczyną - kochałeś mnie? Byłem Twoim chłopakiem - byłas mi wierna? Byłem twoim kolegą z pracy, pomagałeś mi, jak inni mnie prześladowali? Pisałeś prawdę czy kłamałeś? Chciałeś dojść do prawdy, kiedy mi jej brakowało, czy kłamałeś by postawić na swoim.

Nasze życie FRISK - nie zależy od teorii, jaką każdy z nas ma, nie od zasad - a jakie wierzymy - ale od naszych czynów. Co po najbardziej fajnych tekstach, jeśli za nimi nie idą czyny? Co po najbardziej górnorlotnych i przenikliwych radach, jeśli za nimi nie stoi autentyczna troska o dobro tych, do których sie adresuje swoje słowa i rady?

NIC Frisku. Takie słowa, choćby 2700 czy 3500 stron, to stek bzdur nie mających znaczenia. To zmarnowane godziny i dni całe pisania. Jeśli to co tu umieszczam, to tylko nic nie znaczące słowa a zasady, jakie tu przekazuję - nie są moje. Słowa bez czynów są niczym. Zasady bez ich zachowania - są niczym.

Nie jestem fanatykiem. Ale mam zasady. Jedną z nich jest to, że ja nikogo nie przekonuję na siłę. Nikogo do niczego nie zmuszam. Inną jest to, że ja szanuję odmienne poglądy, nawet jak się z nimi nie zgadzam. Trzecią: oddzielam ludzi od ich poglądów. Czwartą: Nigdy po kochaniu sie nie odwracam się plecami do kobiety. Zawsze ją przytulam i trzymam w ramionach. I teraz masz taki wybór moich zasad i powiedz mi, czy łamiąc je - czynie dobro sobie? Komuś? Czy zaprzeczam, że to w co wierzę, jest prawdą? ?e zaprzeczam sam sobie?

Nie jestem sprzeczny sam w sobie - gdybym był, to znaczy, że moje zasady są g.... warte a sam jestem idiotą, bo nie wiem co dla mnie jest dobre

O znęcaniu się jednych nad drugimi - nie wypowiadam się. Jest tyle ludzkich tragedii.... ja pisze o konsekwencjach. Moim jedynym komantarzem dot. ludzi krzywdzących słabszch od siebie jest stwierdzenie - że sprawiedliwość pokazuje, że każdy, kto krzywdzi innych sam źle kończy.

SZAGRAD - od dzisiaj uważam, że Ci odbiło! Trzymać moje teksty? Nie masz nic lepszego? Masakra!

Z TROUBLE mogę się tylko zgodzić. Bóg to co nam dał to nie po to by to wisiało na kołku. Dał nam rozum, byśmy myśleli i się nim posługiwali. Dał nam orgazm, byśmy wiedzieli jak wielką radością i przyjemnością jest kochanie, dawanie siebie, dzielenie się sobą. Dostaliśmy wiele dobra nie po to byśmy zachowywali się nieodpowiedzialnie, ale po to abyśmy rozsądnie to wykorzystywali dla dobra swojego i innych Jak ktoś tego nie rozume, to ja mu już współczuję Bo nie wie czym jest radość.

Pozdrawiam



Red Cat
24 mar : 21:42


GLOS, też jestem świrem Też trzymam Twoje teksty w kompie

SZAGRAD, myślę, że jest nas więcej

Pozdrawiam wiosennie, choć po południu na Kujawach spadł śnieg Taki początek wiosny...odrobinkę przewrotny K.

mamel
24 mar : 22:24
Glos - tak na przszlosc - kolejny raz uzyles slowa "uzalac sie" w kontekscie do moich komentarzy. Prosze Cie laskawie wskaz mi w ktorej to mojej wypowiedzi do Women111 uzalalem sie nad soba. Gdzie tam wogole mowilem o sobie? Nie wtykaj prosze na przyszlosc w usta kogos tego czego nie powiedzial. To taka moja mala prosba.
pozdrawiam wszystkich.


mamel
24 mar : 22:57
oczywiscie poza tym ze w moim przypadku zwykle komentarze skonczyly sie "inaczej" niz w przypadku innych ludzi..

trouble
24 mar : 23:15
Mamel…………………………………………………
Liczę do dziesięciu i jestem przy dziewięć i pół…………………………… Poważnie.
My tu nie rozmawiamy o tym czy się lubimy, czy nie i dlaczego tak jest, tylko inne tematy poruszmy.

Zauważasz to ?

Ja jestem cierpliwą niewiastą. Do czasu. Mam w cholerę roboty w realu i przychodzę tu odpocząć. ODPOCZĄĆ. Jak większość tu zaglądających. Zaglądam tu z 1745 razy dziennie bo mam taki kaprys. Jeśli nie jestem w stanie to nadrabiam drugiego dnia. Taka moja wola i wola innych tu zaglądających w tym Katarzyny, którą moim zdaniem obraziłeś komentarzem do Jej wpisu, po czym zmieniłeś go na ‘no tak…’
Mamel, ja naprawdę mam wiele w sobie cierpliwości (wbrew pozorom) ale jak widzę kogoś kto mnie i innym próbuje odebrać chwile spokoju, rozrywki, stara się zamienić wymianę zdań ‘na temat’ na wymianę zdań ‘o Adminach’ to zaczynam się wkurzać… Oj, wkurzać bardzo.

Tak więc informuję co następuje.

Lubiłam Cię kolego i dobrze Ci życzę w realu, o czym wiesz. Teraz idę spać. Jeśli jednak jutro przy porannej kawce przeczytam coś (pisanego z Twojego loginu) co spowoduje, że kawka okaże się zbędna, to Cię stąd wywalę i to nie na pół gwizdka jak zrobił Glos, tylko na 100%.

Tymczasem życzę miłej nocy.

Pozdrawiam,
Trouble


[ edytowany 25 mar : 0:13 ]

Red Cat
24 mar : 23:33

Nie widziałam tego wpisu, ale teraz jest mi to zupełnie obojętne. Tak jak użytkownik MAMEL. Temat zamknięty jak dla mnie (temat MAMELA oczywiście).

[ edytowany 24 mar : 23:35 ]

Glosator
24 mar : 23:36
MAMEL -= jeśli jeszcze nie zrozumiałeś tego co tak jasno i przejrzyście napisała TROUBLE - to wyjaśnię inaczej. Marudzenie, kwękanie, narzekanie dorosłego podobno faceta na Forum publicum nazywam "użalaniem się". Ty ciągle narzekasz. Czytając Ciebie - albo prosisz WOMAN by mi coś tłumaczyła albo wchodzisz i całą swoją frustrację wylewasz na ten blog. Tak - ja jestem grzeczny, staram się przemówić Ci do rozsądku - zamiast wejść w komentarze i dyskutować na temat "konsekwencji" Ty wchodzisz i KONSEKWENTNIE marudzisz jak taki babiszon, który nosi w sobie poczucie krzywdy i po prostu smędzi. Nie widzisz tego - Trouble to widzi, ja to widzę. Normalnemu facetowi nastrój przeszedłby po dwóch dniach. Ale Twój trwa już drugi tydzień. Przyblokowałem Cie a Ty już pisałeś o zamachu na demokrację. Wyolbrzymiasz wszystko. Ja już nawet jak żartuję, to Ty to wszystko na poważnie. Tak, użalasz się nad sobą. Doprowadzasz tym mnie powoli do szewskiej pasji. I ja Cie proszę - jak Ci źle, idź się pochlastaj, wal głową w ścianę, poskarż się do TPZ na mnie, że ja Cię krzywdzę - ale na BOGA błagam! Weź się w garść. Jak Ci tu źle - żegnam. Jak masz jakiś niż psychiczny - znajdź sobie terapeutę. Ale proszę - uspokój się, postaw na nogi swoją psychikę i daj odetchnąć innym. Nie będę sie tłumaczył z tego czego Ty nie widzisz. I cieszę się, że jeśli się nie zmitygujesz, jeśli nie weźmiesz się w garść to jak Cię stąd wymiecie to nie zwalisz na mnie ale możesz się tym razem obrazić na Troiuble. Ja jutro wyjeżdżam z Warszawy i wracam w piątek. W realnym świecie będę się użerał. Ale tutaj i ja chcę aby ludzie odpoczywali a nie by jakiś sfrustrowany dziadyga psuł ludziom nastrój. Za oknem zima wróciła, są skoki ciśnienia i na prawdę po raz ostatni błagam Cię MAMEL na kolanach - odetchnij, pojedź na urlop, znajdź lub zmień terapeutę - weź coś na looz albo zacznij brać - ale zmień swoje podejście z ciamajdowatego i wiecznie niezadowolonego frustrata, na gościa, który nie musi mieć ostatniego słowa ale potrafi przejść nad sprawiami ze spokojem i angielską flegmą! Ok - ja jestem ten ZŁY, ja jestem niedobry, ja Cię prześladuję. Jakl to jest prawda - pożegnaj się i pójdź tam, gdzie Cię przytulą. A jak chcesz tutaj z nami być, to dyskutuj nad tematami a nie zachowuj sie jak obrażona dupa wołowa, która koniecznie musi się obrazić i dać znać, jak bardzo ciąży jej, że świat się na nią uwziął. Ostatni raz proszę: Weź się w garść albo żegnaj.

I kończę temat pt. MAMEL!
Amen

szagrad
25 mar : 10:24
Glos dzięki za komplement
jak widzisz nie jestem sam
a po drugie te teksty nie zajmują tak wiele miejsca na dysku
pozdrawiam

Frisk
25 mar : 12:13
GLOS ..wlasnie o to chodzi w zyciu ! o dzialanie ..dzialanie ..i jeszcze raz realizacje i konsekwencje w tej realizacji..a nie o slowa !..Mozna pieknie pisac..mydlic oczyc.. doszukiwac sie pokretnych prawd całych.. prawd świętych ..badz "gówno prawd" ..ale nic z tego nie wynika jesli nie potrafimy przekuc tego w czyny. Wiem poniewaz sam jestem w takiej sytuacji w ktorej dopiero teraz widze jak ciezko jest wdrazac slowa mysli.. postanowienia w czyny.. Moge jednak powiedziec, ze tak samo jak ciezkie jest to przyjemne jesli czymi sie cos zgodnie ze swoim przekonaniem , wiara.. i ma sie w tym wszystkim jakis dobry cel.
[ edytowany 25 mar : 12:17 ]

selena,helen
26 mar : 19:27
Nie widzę, podtekstu w pytaniach Woman do Glosa.Jak sam piszesz nie ma kryteriów w żadnej zasadzie.Zgadzam się z tym, bo nie mamy żadnego stu procentowego miernika. Dobro i zło jest ściśle ze sobą związane i gdyby przyjżeć się temu bliżej to nie istnieje dobro bez zła i odwrotnie.Czyste dobro istnieje tylko wtedy, gdy odetniemy się od własnych korzyści, jak napisano w Biblii - " Musisz zaprzeć się samego siebie i złożyć siebie w ofierze” Woman, Cię zirytowała, komentujesz więc kosztem obiadu i własnego czasu. Mogłeś odesłać ją do źródła, ale nie, przecież Ty musisz to skwitować, dać upust złości, ale dla czego i po co. Może lepiej było pośmiac się, zjeść posiłek i posłuchać muzyki. Zrobiłeś to dla kogoś czy dla siebie? Mamy jednak cechy mniej piękne, są w nas ukryte dowiadujemy się o nich w chwili złości, wybuchają i obnażają nas tych nie odkrytych.
W obronie kobiety, walisz kogoś w pysk a bicie to zły uczynek. Rodzic sprał dziecko, a nie bije się słabszego. Ktoś ukradł bułkę , był głodny , ale złamał prawo, nie kradnij. Ktoś rozbił małżeństwo ale zakochali się w sobie, przy tym pięknym uczuciu, skrzywdzono dzieci. Policjant wlepił mandat , choć człowiek mu przysięgał, że nie ma na chleb. On wypełnił obowiązek, nie wziął pod uwagę, że głodnego trzeba nakarmić. Nie zlitował się.Miłość i fascynacja, są bardzo zbliżone, popęd seksualny jest w jednym i w drugim. Jeśli nie usłyszałeś intuicji to znaczy, że poszedłeś za głosem instynktu. Skrzywdziłeś kobietę. Jak widzimy zło istnieje blisko dobra, nawet jeśli jest nie zamierzone.
Osoba zakochana, chce by tylko ją kochał, jej pożądał, wywyższał, adorował, kupował kwiaty i pamiętał o rocznicy. Chce być dla niej, / dla niego/ całym światem, czy to nie zaborczość wtargnęła do pięknego uczucia?
Cały świat staje się dla nich nie ważny, czy to nie egoizm?
Pobożność może być cnotą, może jednak prowadzić do rozlewu krwi, Sprawiedliwość też może być niesprawiedliwa, przykłady można by mnożyć.Zasady są konieczne i nikt z nas tego nie podważ. Popatrzmy co się dzieje, Frisk napisał o maltretowaniu fizycznym, Szmaragd o psychicznym, a dlaczego tak się dzieje?- ponieważ „upadają zasady" Nie odkryjemy też co trzyma tych luszi , bo nie religijność, przemocy przecież nie akceptuje chrześcijanin. Powiecie, że niosą swój krzyż, dajcie kobiecie mieszkanie i pieniądze a zapomni o krzyżu. W przypadku opisanej kobiety , przez Szmaragd , może być szereg przyczyn, od błachej, że w rodzinie nigdy rozwodów nie było i ten mit podtrzymują, bądz kobieta uważa, że mąż daje jej status społeczny,albo jest przekonana , że sama to ona bedzie " nikt" itd.Nie trzyma ich żadne przykazanie, bo łamane jest podstawowa zasada " kochaj bliźniego..." Inny przykład, że nie ma dobra bez zła. Czym są medale? Odznaczeniem za odwagę, czym opłaciłeś odwagę? Kalectwem psychicznym albo fizycznym, jesteś z tego powodu szczęśliwy? Nie!- To po co ten Złoty Krzyż Zasługi położyłeś na miejscu honorowym?- bo zasłużyłeś, bo zabijałeś, bo wysadziłeś kilka pociągów, byli tam też ludzie, którzy nikogo nie skrzywdzili. Dumny jesteś? Mówisz Glos o wdzięczności, jaką kobieta ma dla ciebie, za dobre rady,a jeśli przez to ucierpieli inni , radośc zniknie.Radzisz mężatce , by podjęła studia, posłuchała i nagle mąż jest dla niej tępakiem. Nie ma już o czym z nim mówić, odchodzi i zabiera dziecko. „ Gdzie zaczyna się dobro.-Gdzie słaby wzrok nie zdoła dojrzeć złego popędu z powodu jego wysubtelnienia, tam człowiek umieszcza królestwo dobra, a poczucie, że teraz wstąpił w królestwo dobra, pobudza do współdziałania wszystkie popędy, którym zły popęd zagrażał i które ograniczał, mianowicie uczucie bezpieczeństwa, błogości, dobrotliwości. Więc: im tępsze oko, tym dalej sięga dobro! "- Nitzsche. Pozdrawiam Wszystkich.

selena,helen
26 mar : 19:53
Przepraszam- waha!!!

milianka35
27 mar : 21:57
WOMEN 111, chętnie nawiąże do uwagi o konfliktach. Umiejętność duchowego wzbogacania się na konfliktach i dojrzewania na własnych - albo cudzych - błędach jest oznaką intelektu. Miło jest gdy człowiek dojdzie do punktu w którym a osi własnego czasu będzie mógł powiedzieć: teraz wiem i rozumiem moją przeszłość i chcę mieć większy wpływ na swoją przyszłość.

Ale wypracowanie sobie narzędzi tego mechanizmu rozumowania a posteriori i a priori wcale nie jest taką łatwą sprawą. Pytanie: co z tą rzeczywistością? Prawda jest innym zagadnieniem, ja wiążę ją ściśle z czynami i systemem wartości.

Jak umiesz dostrzec i nazwać szczegóły, to masz wielką szansę uporządkować chaos świata (odesłania literackie, można samemu poszukać to czego duszy potrzeba w danej chwili).

Od szczegółu do metafizyki - tu widzę drogę, dzięki której można awansować na kreatora swojego życia.

Pozdrawiam

mila

selena,helen
29 mar : 6:26
Wooman, nie broniłam tu Ciebie, napisałam jak odebrałam Twoje pytania, nie pisałam jak odebrałam Twoje tłumaczenie się, wiem jednak ,że pożar umiesz gasić, każdy ma swoją taktykę.Nie lubię jednak zbyt agresywnego napadania na ludzi, co często tu widzę a jeszcze przy tym, obwinianie kogoś za nie zjedzony obiad.Poczucie winy Cię zmiękczyło? Miałaś dobry grunt własnie do dyskusji a dałaś zbić się z pantałyku. To co Glos zrobił, to też taktyka wyuczona hehe, znajdziesz ją u Schopenhauera " Erystyka - czyli sztuka prowadzenia sporów.Warto to umieć. Nasze prawdy, są naszą iluzją i z tym się zgadzam.Pozdrawiam serdecznie

milianka35
29 mar : 21:18
Do mojego komentarza dodam jeszcze, że życie należy kreować według zasad z centralnym punktem w godności i poszanowaniu drugiego człowieka.

SELENO, podałaś ciekawe przykłady wyborów. Zresztą o tą problematykę zahacza trochę temat książki i filmu "Lektor", czynienia dobra, wybierania mniejszego zła, przedkładania siebie nad społeczność lub otwierania pola do rozwoju grupy.

Myślę że człowiek posiada władzę sprawczą którą powinien wykorzystywać nie dla litery, a dla ducha. Decyzje są czasami niełatwe do podjęcia, wymagają rozpoznania pola dobra i zła. Dobro łatwiej jest przeinaczyć w krzywym zwierciadle, splątać ze względnością.

W takiej sytuacji warto wrócić do koordynaty zero-zero: godności i szacunku. Dla siebie i dla innych.

Nie zapominajmy o tym, że dobro rodzi dobro i musi na czymś wyrastać, np. na wierze w człowieka i zwykłych codziennych sprawach, jak chociażby uprzejmości. Pozytywna koncentracja i wizualizacja dobra.

Gdy mam zły dzień, odkładam moje Ja na dalszy plan, bo wolę zajmować się sprawami innych, i to mi się zwraca. Warto.

Pozdrawiam

mila

selena,helen
30 mar : 21:06
Mila, ja też wybieram mniejsze zło, ale bywa,że przez ten wybór robię się bardzo zła i chętnie dobyła bym toporek wojenny. Dzieje się tak, kiedy widzę, że "ktosik" przyjmuje moją dobroduszność za słabość charakteru, albo nawet głupotę. Zwykle robię sztukę
w trzech aktach,w pierwszym przyjmuję przeprosiny, w drugim wybaczam, w trzecim akcie, wyrzucam aktora ze sceny. Masz rację, dobro jest łatwo przeinaczyć, najczęściej biorą je za naiwność i wykorzystują.Pozdrawiam


Aby wystawiać komentarze na tej stronie, musisz być zalogowany. Zaloguj się lub kliknij tutaj , aby się zarejestrować.
Użycie pamięci: 4,360kB