Forum

Blog Mężczyzny :: Forum :: Porozmawiajmy o.... :: o Życiu
 
<< Poprzedni temat | Kolejny temat >>
"Byłeś dla mnie za dobry"... jak to stwierdzenie rozumieją kobiety...
Moderatorzy: Glosator, zanchez, milianka35
Autor Odpowiedzi
woman
nie cze 27 2010, 00:54

Zarejestrowany #19
Dołączył: czw maj 08 2008, 00:21
Miasto:
postów: 2016
Kiedyś tu, bodajże EMIL mówił, że zostawiła go kobieta mówiąc „byłeś dla mnie za dobry” i nie rozumiał, co to może oznaczać w ustach kobiety…

Może dziewczyny, spróbujemy określić, co może znaczyć w ustach kobiety takie stwierdzenie?

Zacznę…

Takie stwierdzenie MOŻE oznaczać

że to, co w umiarkowanej wersji jest do przyjęcia: kwiaty, płatki róż rozsypane pod stopami Wybranki, kolacje przy świecach, całusy między jednym kęsem chlebka z masełkiem a drugim, odgadywanie i spełnianie jej życzeń i zachcianek, czytanie w myślach i natychmiastowe przekuwanie tych myśli w czyny (niekoniecznie właściwie odczytanych), nadmierna opiekuńczość i usuwanie wszelkich (przysłowiowych) „pyłków spod stóp”, może być odbierane przez pewnego typu kobiety, jako próbę tak mocnego ściśnięcia za gardło zaborczą miłością, takiego epatowania ckliwym sentymentalizmem,
czułostkowością, nadmierną afektacj i egzaltacją, ze zaczyna jej się "cofać" od takiego nadmiaru miłosnej przesady.

I że taki przesadyzm przeczy jej wizerunkowi męskiego mężczyźny, i widzi, że facio jest tzw. zwykłą wersją faceta pt. ciepłe kluchy.

I może to być wtedy przez nią wyrażone rzuconym facetowi eufemistycznym stwierdzeniem: „byłeś za dobry”.

Jakie sytuacje powodują/spowodowałyby, że wymyka/wymknęloby się  z Waszych ust stwierdzenie: "byłeś dla mnie ZA dobry"?





[ Edytowany nie cze 27 2010, 01:00 ]

Woman:-)
Tak od CZASU...do CZASU

Powrót do góry
oliwka
nie cze 27 2010, 16:12

Zarejestrowany #249
Dołączył: czw lut 12 2009, 09:27
Miasto: Gdzieś w Polsce
postów: 129
Witam po długiej przerwie
Myślę, że nie ma co dywagować, co takie określenie może znaczyć takie stwierdzenie w ustach kobiety. Ma ono podobny wydźwięk także w ustach mężczyzny. Dlatego poszłabym dalej - to samo stwierdzenie powtarzają również mężczyźni. I to, co najczęściej przychodzi jako pierwsze na myśl - przyczyna to:

1) nieodwzajemnienie. Zazwyczaj ta druga strona od początku wie, że nie będzie potrafiła odwzajemnić, choćby nie wiem jak ta pierwsza strona starałaby się (nawet ozłocić swój obiekt umiłowania). Ale niestety nie potrafi od razu "uciąć" tego, jednoznacznie dać do zrozumienia, że nie jest się zainteresowanym w temacie miłości. I wtedy uważam, że jest to uczciwe podejście, bo obie strony nie angażują się w farsę - oszukiwanie siebie i drugiej strony. Nie potrafi z różnych względów, czasem dana znajomość przynosi jakieś korzyści towarzyskie, czy zawodowe, albo po prostu nie jest na tyle dojrzała.
2) uszczęśliwianie, uległość wobec obiektu miłości. I mężczyznom i kobietom, którym zależy na kimś są za dobrzy, bo chcą tego, co najlepsze dla tej osoby od samego początku. Bez jakiś gierek flirtowych w łapanie króliczka - po co, strata czasu A jednak. Mężczyźni lubią zdobywać i na początku znajomości jesli kobieta jest "za dobra" (pobłażliwa, uczynna i dobra), nie będzie szanowana. Podobnie kobiety nie lubią nadskakujących mężczyzn, którzy spełniają każdą zachciankę. Kobieta lubi być zdobywana, ale też musi poczuć nutę niepewności.

Główną przyczyną jest jakiś stopień niedojrzałości. I to obu stron. A także nie rzadki brak szczerości i odpowiedzialności strony, która zasadniczo od początku nie jest zainteresowana. Ta osoba podświadomie czuje, że nic z tego nie będzie, a jednak pozwala na zaangażowanie się drugiej strony.

Powrót do góry
Szczescie
nie cze 27 2010, 20:34
Szczescie
Zarejestrowany #410
Dołączył: wto paź 13 2009, 00:02
Miasto: Duuze
postów: 18
Ja bym raczej nie doszukiwał się głębszych treści w tym zdaniu. „ Byłeś/byłaś dla mnie za dobra/dobry” to nic innego jak tylko rozłożnie poczucia winy z osoby porzuconej na siebie i nią w sposób niezwykle delikatny. To jednoznaczne stwierdzenie winy po obu stronach z nieznacznym wskazaniem na porzucającego. Każdy kto kiedykolwiek został porzucony w początkowej fazie doszukiwał się winy...ktoś musi być winny. Zrzucenie winy jest swoistym oczyszczeniem i jednoznacznie zamyka jakiś okres w którym był z kimś związany. To oczywiste przecież że dla świętego spokoju. Kiedy nie chcemy kogoś krzywdzić najlepiej jest wziąć winę na siebie (co może skutkować atakami ze strony drugiej) stosując metodę rozkładania poczucia winy.
Gdyby brać pod uwagę iż ktoś rzeczywiście uważa, że druga strona była za dobra to jednoznacznie wskazuje na własną niedojrzałość, chęć wykorzystania tej sytuacji i brak chęci rozmowy podczas konfrontacji. To byłaby ucieczka od rzeczywistych spraw jakie były powodem dla którego ktoś kończy związek.

„Za bardzo Cię kocham i nie chcę z Tobą być aby Cię nie ranić ponieważ Ty kochasz mnie bardziej niż ja Ciebie” ... więc już nigdy nie będę za dobry dla swojej przyszłej kobiety bo to przynosi odwrotny skutek... i oby nikt nie popadał w skrajności
Powrót do góry
oliwka
pon cze 28 2010, 14:37

Zarejestrowany #249
Dołączył: czw lut 12 2009, 09:27
Miasto: Gdzieś w Polsce
postów: 129
Jeszcze jedno... dla mnie ten temat mocno koresponduje z "zaczytanymi" kiedyś mądrymi słowami kard. St. Wyszyńskiego:

"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi."

Patrząc z tej perspektywy, słowa "byłeś/byłaś dla mnie za dobra/y" nigdy nie pojawią się.
Powrót do góry
woman
pon cze 28 2010, 15:46

Zarejestrowany #19
Dołączył: czw maj 08 2008, 00:21
Miasto:
postów: 2016
OLIWKO, przedstawiłaś ciekawe i różnorodne ujęcia tematu pt. ” byłeś/byłaś za dobra”.

Gwoli wyjaśnienia i doprecyzowania … kontekst mojego wpisu jest osadzony w sytuacji, gdy osoby były w relacji (EMIL pisał o pięcioletnim związku), a potem jedna ze stron (kobieta) odeszła.
Zapytana o przyczynę wypowiedziała właśnie takie słowa.

Ale naprawdę, super, że pokazujesz bardzo szerokie spojrzenie.
Nie przyszłoby mi na myśl, że te słowa można wypowiedzieć, czy usłyszeć w kontekście nieodwzajemnionego uczucia.

Jeśli takie slowa padły i były szczere, a nie były eufemizmem "owijajacym" w bawełnę prawdziwą przyczynę, to mogą świadczyć wtedy o niskim poczuciu wartości osoby je wypowiadającej, braku wiary w siebie, w swoje możliwości i w to, że sprosta wyzwaniu, którym jest dany mężczyzna, czy kobieta.

A ze słowami Kard. Wyszyńskiego się bardzo zgadzam.
Jeśli poczucia takiej odpowiedzialności brak, to znaczy, ze brak też jest empatii i uważności na ludzi.

SZCZESCIE, jesteś mężczyzną!!!:-).
Sorry, za moja omyłkę, że wypowiadajac sie w Twoim wątku wzięłam Cię za kobietę i odnosiłam sie do  Ciebie używajac kobiecej formy.

Ad rem...
Sposób chyba raczej wygodny, niż istotnie coś dający osobie opusczanej, co może być dla niej przydatne.

Moim zdaniem, takie słowa nie dają zainteresowanemu ŻADNEJ informacji zwrotnej z którą coś mógłby sensownego zrobić, by uczynić swoje przyszłe zwiazki lepszymi, a wręcz wprowadzają go w poczucie kompletnego chaosu i niezrozumienia, o co tak naprawdę chodzi.



[ Edytowany pon cze 28 2010, 16:10 ]

Woman:-)
Tak od CZASU...do CZASU

Powrót do góry
koralowe
pon cze 28 2010, 19:24
Rób co mozesz, a jak Ci ktos pomoze, to sie ciesz

Zarejestrowany #394
Dołączył: nie wrz 06 2009, 20:19
Miasto: Szuwarkowo
postów: 1138
Nigdy nie używałam takiego sformułowania, że „byłeś dla mnie za dobry”, bo nigdy nie zabrnęłam tak daleko, żeby bawić się czyimiś uczuciami, ale jak przypadkowo znalazłam się w niechcianej sytuacji, bo np. ktoś mi powiedział, że mnie kocha albo się oświadczył... tak ni z gruszki ni z pietruszki.. bo tak nam się fajnie rozmawiało czy pracowało... to wtedy argumentowałam, że jestem bardzo złym wyborem, bo ten ktoś zasługuje na kogoś lepszego...

jak był oporny, to bardziej łopatologicznie: że ze mnie to jeszcze fiu-bździu, że jestem za głupia, za biedna, za stara, za brzydka itd. i że on jest tak wspaniały, że zdecydowanie zasługuje na kogoś lepszego.. i skutkowało max. po dwóch rozmowach

Oczywiście, wcale aż tak źle o sobie nie myślałam, ale facet wyskakujący nagle z takimi swoimi dalekosiężnymi pomysłami bez zainteresowania się co ja na to.... no niestety... wyzwalał u mnie nieodpartą chęć rejterady i żeby nie tworzyć sobie wrogów, stosowałam taki schemat.... dobra... stosuje i nie umiem go ocenić od strony moralnej, bo mnie może nie tyle, że z tym schematem dobrze, co wygodnie...

A Szczęście nie mogło się zdecydować też zauważyłam używany zamiennie rodzaj i aż sobie sprawdziłam formę we wcześniejszych wypowiedziach, bo myślenie raczej męskie.. ale to każdego prywatny wybór
Powrót do góry
Nielegalna
pon cze 28 2010, 23:26
Nielegalna

Zarejestrowany #466
Dołączył: wto gru 22 2009, 17:42
Miasto: małe miasto
postów: 63
Jeśli jakieś powyższego typu stwierdzenie miałoby paść z moich ust to brzmiałoby: "JESTEŚ dla mnie za dobry". I tu jest pies pogrzebany.
Jeśli jestem w związku (wybaczcie, ja muszę zawsze wcisnąć gdzieś tą swoją empatię, więc i tym razem muszę się wczuć w rolę hehe) i mój wybranek mnie niemal ciągle nosi na rękach, cuda niewidy, kwiaty, wina i szampany - no to:
ALBO mi się to przejada, za mdło, za słodko,
ALBO mam coś na sumieniu (tylko najpierw trzeba mieć to sumienie) i np. trafił mi się skok w bok, okłamałam swego lubego (to na pewno nie ja ale cóż - empatia czy coś w tej podobie - i wtedy sumienie gryzie człowieka, jak wiemy jakie to byłyśmy niedobre, a nasz luby tak się stara i w ogóle.
TYLKO ŻE - gdyby mnie się któraś z powyższych sytuacji przytrafiła to powiedziałabym właśnie: "JESTEŚ dla mnie za dobry". W związkach, w których obu stronom zależy na tym, aby trwać - nie ma miejsca na "milczenie owiec", jak ktoś przegina to się o tym mówi.
Coby się nie rozpisywać, powiem krótko: jeżeli PO rozpadzie naszego związku usłyszymy: "bo byłeś/-aś dla mnie za dobry/-a" - to guzik prawda. Tamta strona nas przestała kochać i widocznie chciała przestać, skoro pozwoliła na takie "przedobrzanie". Dziękuję za uwagę
Powrót do góry
zorza
pią lip 02 2010, 03:32

Zarejestrowany #564
Dołączył: nie cze 20 2010, 04:40
Miasto: po drugiej stronie teczy
postów: 9
Bedzie krotko, ale mam nadzieje esencjonalnie
Nie uzywam okreslenia "Jestes dla mnie za dobry", ale zdarzalo mi sie mowic "jestes taki dobry", co bylo wyrazem uznania dobroci, jaka mnie obdarzano. Zastanawiam sie czy mozna byc ZA dobrym ... Wedlug mnie nie mozna, bo dobroc nie ma granic.

Jesli partner mowi byles/as dla mnie za dobry/a, to dla mnie znaczy, ze jest to tylko "excuse", ze nie bylo tu prawdziwego, glebokiego uczucia.

Pozdrawiam serdecznie


*****************************************
"Badz niczym bijace zrodlo, nie zas jak staw, w ktorym zawsze stoi ta sama woda"
Paulo Coelho
*****************************************
Powrót do góry
 

Przejdź do:     Powrót do góry


Kanały informacyjne: RSS 0.92 Kanały informacyjne: RSS 2.0 Kanały informacyjne: RDF
Powered by e107 Forum System


Użycie pamięci: 4,468kB