Gdy kobieta przestaje być kobiecą....

 Kobieta  piątek 18 listopad 2011 - 22:59:12 - CET | Glosator

Do tej pory pisałem tutaj, co zrobić, by stać się kobietą. Obok mnie moja Żona sobie leży i ogląda z dzieckiem Asteriksa, ja zaś mogę na spokojnie zająć się tematem, który podobno jest powszechnie przez kobiety dyskutowanym. Jedna z moich Czytelniczek podpowiedziała mi temat, wiedząc, że cierpię czasami na brak kwestii do poruszenia tutaj. Zadała mi, więc temat: „Kobieta, która zostaje matką, przestaje być kobietą dla swojego mężczyzny. Nie dba o siebie wizualnie, psychicznie również. Jak to widzicie Wy, mężczyźni?”.    
Ja widzę to tak. Kochamy swoje kobiety całe. Także kochamy je, jak się zmieniają. Kiedy moja była żona utyła po ciąży, kochałem ją tak samo. Kiedy mężczyzna zakochuje się w kobiecie, dostrzega zmiany, ale jeśli już kochamy, to kochamy kobietę i wtedy, kiedy jest np. długonogą blondynką i kochamy ją, gdy staje się długonogim pączusiem. Kochamy kobietę, gdy jest młodsza i gdy się z nami starzeje. My przecież też się zmieniamy, wiemy to i czujemy... Sami widzimy jak nam rosną brzuszki czy opadają ramiona.

Dzisiaj mam drugą Żonę, którą kocham i chociaż się znamy przeszło dwa lata, dostrzegam wszystko i powiem szczerze, że kocham ją bardzo. I będę kochał nawet jak się będzie mocno starzała.



Po prostu, jeśli mężczyzna kocha kobietę – to kocha ją całą nie tylko w aspekcie cielesnym, ale w całym wymiarze czaso - przestrzennym: i tu i teraz, i wczoraj i na jutro. Tak jest u mężczyzn. U niektórych facetów też tak jest. Ja w mojej byłej żonie byłem zakochany po uszy. Byłem też ślepy. Wielu Panów niedojrzałych, nie znając kobiet niestety boi się właśnie, że jak kobieta zajdzie w ciążę i urodzi mu dziecko, to potem on zejdzie na plan dalszy, kobieta mu zbrzydnie i jeszcze na końcu będzie zamiast tej kobiety, którą pokochał widział potwora w papilotach, który będzie miał tylko pretensje a na słowo „ sex” będzie szukało 102 wymówek, kończąc na słynnym „głowa mnie boli” albo „Ty się bawiłeś, a ja cały dzień przy dziecku harowałam”.



Oczywiście, wielokrotnie tak jest, że Panowie faktycznie przy zajmowaniu się dzieckiem nie robią nic albo niewiele i czują się bardzo zmęczeni, więc kobieta milczy, zaczyna tyrać jak wół i w woła się zamienia. A może bardziej w krowę i oślicę w jednym. Gdzieś traci ochotę na bycie atrakcyjną, nie znajduje na to czasu, energii i tak się „poświęca” dla dziecka, gdzieś tracąc swoją kobiecość. Niektóre kobiety tak robią. Niektóre potrafią odzyskać szybko figurę, mają czas na to by o siebie zadbać i potrafią sobie faceta tak ustawić, że z czasem wszystko wraca do normy. Ale większość Panów ma zawsze obawę, czy kobieta nie po ślubie, ale po urodzeniu dziecka będzie taka sama jak przed urodzeniem potomka.



Bo faktycznie, zdarza się, że kobieta po urodzeniu to zupełnie inna istota, niż ta, z którą się żenimy.




U wielu kobiet działa „efekt modliszki” – takie kobiety od samego początku, świadomie lub nie, chcą mieć dziecko za wszelką cenę będąc przekonanymi, że tylko dziecko będzie je kochać na zawsze. Dopóki tego dziecka nie mają, wszystko, co robią, w tym jak o siebie dbają, jest wabieniem najlepszego samca. Najlepszego nie tylko pod względem genów, ale przede wszystkim takiego, który zadba o nią i jej potomstwo. Ja sam pamiętam, jak poznałem kobietę, która po pewnym czasie powiedziała mi, żebym się w niej „nie zakochiwał, bo ja nie zagwarantuję jej i jej dzieciom właściwej egzystencji w przypadku, gdyby ona zachorowała a dzieci potrzebowały pomocy”. Faktycznie w tamtym czasie miałem słabą kondycję finansową. Ona w końcu pożegnała się ze mną i wybrała sobie bogatego faceta mieszkającego na Florydzie. Czy jest dzisiaj szczęśliwa, nawet mnie to nie interesuje. Jednego jestem pewien – jestem ciekaw, czy nadal jest taka piekna jak była. „Efekt modliszki” działa. Kobieta do czasu przywabienia samca, jest u szczytu formy, wyglądu, po prostu jest jak grzech. Kiedy facet już jest owinięty wokół palca i zaślepiony, staje się dawcą spermy i często nieświadomie staje się ojcem, bo „ona tego chce”. Od początku kobieta chciała mieć przede wszystkim dziecko i bezpieczeństwo – facet jest w takiej opcji dawcą nasienia i strażnikiem oraz głównym zaopatrzeniowcem samicy i ich potomstwa. I wtedy kobieta może dojść do wniosku, że w sumie ma to, na co czekała. Ma dziecko, ono jest dla niej najważniejsze i wtedy zastanawia się, po cholerę ma się starać. Po co ma dbać o swoje ciało, umysł, związek, by być atrakcyjną, jeśli jej atrakcyjność była tylko i wyłącznie środkiem. Ona nie była piękna dla siebie, dla swojego mężczyzny - ona była atrakcyjna tylko by złowić faceta.



Proszę pamiętać, że ja opisuję tu pewną rzeczywistość – pewien jej wycinek, przypadek, casus – nie mówię, że każda kobieta przestaje być atrakcyjną po urodzeniu dziecka i nie chce się jej dobrze wyglądać. Piszę o casusie modliszki.



Wiem, że jest to spora grupa kobiet. Mają dziecko, mają dobre życie, więc nie muszą się starać. Facet, jeśli rzeczywiście pokochał swoją kobietę, nie widzi często, że jest wykorzystywanym jeleniem. No kocha matkę swojego dziecka i cieszy się, że ma rodzinę. Czasami zastanawia się, czemu ona tak tyje, czemu obżera się. Przecież już nie jest w ciąży. Wraca z pracy, ona śpi z dzieckiem i to go rozczula. Rozumie, że jakiś czas po urodzeniu, ona nie chce iść do łóżka. Słyszy, co jakiś czas, że ona bardzo cierpiała przy porodzie i seks jej zupełnie nie w głowie. Facet „zmarszczy mariana” zastanawiając się, czemu jej się nie chce, gdy „mu się chce”. Wieczorem poogląda pornolka i dzięki temu, poczuje ulgę uwalniając się od miliardów niewykorzystanych plemników. Ale po pewnym czasie zastanawia się, czemu jej wciąż się nie chce?! Zaczyna winić siebie, bo ona go wini. Za wszystko. Za porozrzucane rzeczy po domy, „które ona wciąż musi zapracowana dzieckiem sprzątać”. Za to, że za mało kasy w domu i jej nie starcza na „tipsy”. Wraca zmęczony do domu i słyszy, że jego ukochana cały dzień harowała, jeszcze zrobiła zakupy, posprzątała, zrobiła obiad a on tak „wraca do domu i w niczym jej nie pomoże”. Zaczyna, więc winić się za to, że dupa jej rośnie, że włosy jej marnieją, cera jakaś taka wymięta się robi, a oczy nieumalowane wiecznie są jakieś „nienawistne”.
Przyjmie to za normalkę do czasu, kiedy nie odkryje, że nie zawsze tak jest i nie u każdego.


Tak, wrogiem takich kobiet jest informacja, którą kolega może pozyskać niechcący widząc jak żyją inni, dowiadując się u kolegów jak oni mają, obserwując inne pary choćby na ulicy. Kobieta modliszka o tym dobrze wie, więc robi wszystko by facet nic nie robił tylko po robocie wracał prostą drogą do domu. Tresuje takiego i robi mu awanturę za każde spóźnienie. Oczywiście nie robi to pod hasłem „zemsta, żeś nie wrócił na czas” – po prostu zawsze znajdzie powód, w którym facet po powrocie do domu słyszy, jak ona jest zatyrana a on nic a nic jej nie pomaga, albo nie daje jej odetchnąć.



Moja Ex miała świetny sposób, by mnie odmóżdżyć. Robiła mi awantury, że usypianie dziecka powinno być moim obowiązkiem. Problem leżał w tym, że ja zwykle po 8-10 godzinach pracy, gdy szybko coś zjadłem, usypiając Synka, zasypiałem razem z nim. Gdy się budziłem, Ex już spała, więc ja tylko przebierałem się, albo ja coś tam robiłem i szedłem spać. Nie przyszło mi do głowy, że w tym było coś nie tak. Dopiero po latach po rozwodzie zrozumiałem, że ta tzw. Metoda „na śpiocha” pozwala kobiecie nie iść z mężem do łóżka, mieć czas dla siebie i generalnie jest skuteczną metodą zamulania faceta. Facet ma poczucie winy, gdy się spóźni do domu, bo przecież żona jest taka zatyrana. Tęskni za nią, za dzieckiem, ale gdy wróci do domu, ona musi coś pilnego zrobić, gdzieś wyjść, więc on zostaje, bawi się z dzieckiem a ona jak wraca, to też zmęczona jest. I musi dzieckiem się zająć, albo musi posprzątać, bo „on tylko by brudził i brudził, jak dziecko”.



Niektórzy po pewnym czasie zastanawiają się, czy małżeństwo ma sens. Niektórzy nie mając seksu przez miesiąc, potem drugi, potem rok zastanawiają się, o co w tym wszystkim chodzi. Zadają głupie pytania w stylu: „Czy Ty mnie jeszcze kochasz?” – Potem słyszą reprymendę w stylu: „A myślisz, że ja bym z Tobą była, gdybym Cię nie kochała?”. „No w sumie racja” myśli facet widząc jej skwaszoną minę i ciągłe utyskiwania. Tak się dzieje czasami latami, a on jak ta tabaka w roku wciąż kocha, dziwi się i cierpi, oczekując na dzień, w którym ta jego kochana żona, doceni to, że on jest takim wspaniałym ojcem dla jej dziecka i mężem dla niej. Modliszka ma to w dupie. Bo go nie kocha. Czeka na dzień, w którym on znajdzie inną, wyprowadzi się a ona go ogołoci ze wszystkiego, albo on się nie kapnie, że był tylko dawcą nasienia i kasy i jego rola się do tego sprowadza. Robi z takiego klasycznego pantofla, który cieszy się, gdy ona do niego nic nie ma, cieszy się jak mu zrobi loda lub rączką od święta raz na kwartał, jak on się rozanieli, jak ona mu powie raz na jakiś czas, że „go wciąż kocha”. Tylko on będzie durny nie rozumiejąc, czemu zamienia się na początku w kaszalota, a później, im bardziej dziecko dorasta, zaczyna znowu się odchudzać, wyglądać coraz lepiej, odradzać się jak feniks z popiołów, tylko kurde z tym seksem jest wciąż tak samo.



Po pewnym czasie albo się sam dowie, że mu rogi taka przyprawiła albo, ona mu spakuje walizki i powie, że go już nie kocha, albo częściej, tak go sprowokuje, że on ją wreszcie w pysk strzeli, dzięki czemu ona będzie miała obdukcję, całą rodzinę swoją i jego po swojej stronie a on potulnie odda jej wszystko plus zapłaci jej każde alimenty, by ona wreszcie pozwoliła mu spotkać się z dziećmi i dała mu święty spokój.



Taki jest „efekt modliszki”



Niestety faktycznie bywa i tak, że kobieta po prostu ma dosyć. Zajmuje się dzieckiem, faceta w domu nie ma a jak jest, to ona czuje się jak robol, dojna krowa, niewolnica i ... i wtedy tycie, łażenie po domu zaniedbaną, jest jej protestem. Albo odstrasza takiego, by się do niej zbliżał, albo jest prowokacją, by wreszcie ją zostawił i poszedł do innej naiwnej.
Takie podejście do utraty kobiecości ja nazywam „syndromem męczennicy”. Kobieta musi się dać sponiewierać, by inni jej współczuli a jej poświęcenie wzbudzało współczucie. Ona potrzebuje tego przytulenia, pocieszenia, by mieć wsparcie, które pozwoli jej potem tak się sponiewierać, by to za nią inni zrobili wszystko: koleżanki znajdą jej adwokata i opłacą, mama sponiewiera zięcia, szwagier mu wkopie, a ona biedulka zostanie przygarnięta i przy wsparciu wszystkich stanie się ofiarą już bez żadnych dyskusji czy wątpliwości.



Jest jeszcze jeden przypadek, gdy kobiety naprawdę są bezradne i poświęcają się bardzo dla swojego dziecka. Biorą na siebie za dużo. Nie radzą sobie, zapominają o swojej kobiecości, a nie mając rzeczywistego wsparcia ze strony ojca dzieci, poświęcają się za bardzo. Nie mają czasu (tak im się wydaje) na zadbanie o siebie. Jeszcze na początku robią wszystko, by wrócić do swojej wagi, swojej kondycji, ale gubią się, albo nie mając wsparcia, rzeczywiście poświęcają swoje ciało, urodę, czas, by zająć się dzieckiem a często jeszcze zajmować się domem i pracą, gdy już muszą wrócić do niej, gdy dziecko jest podchowane. To niemała grupa, która nie potrafi, a czasami nie ma naprawdę możliwości, by zająć się sobą. W związku mężczyzna, jeśli chce mieć znowu piękną, atrakcyjną i zadbaną żonę, musi na siebie sam, wziąć część obowiązków, pomóc kobiecie, zająć się dzieckiem, podzielić się zadaniami, dać żonie czas dla siebie by mogła się sobą zająć i razem wspólnie dbać o nią, gdy ona dba o nas. Dojrzały związek partnerski sprzyja szybkim powrotom do stanu przed urodzeniem dziecka a samo dziecko łączy małżonków, ludzi w związku, sprzyja tworzeniu zdrowych i szczęśliwych relacji.



Jeśli kobieta zaniedbuje się – dla mężczyzny zawsze jest to sygnał, by zaczął myśleć nad przyczynami tego stanu rzeczy. Jeśli kobieta zaczyna olewać to, jak wygląda, jeśli coś w relacjach zaczyna się psuć, to ten stan zaniedbania się, jest pierwszym symptomem poważniejszej choroby związku. Bo kobieta w pełni usatysfakcjonowana, rozkwita. Gdy wie, że jest kochana, pięknieje, staje się seksi, a jak mężczyzna staje na swojej pozycji w sposób przez oboje akceptowalny, kobieta daje z siebie więcej, bo chce wtedy, by ich związek rozwijał się i dojrzewał.



To, co dzieje się z kobietą w związku (z mężczyzną również, ale nie o tym teraz piszę), jak ona się w nim czuje, czy rozkwita, pięknieje, dba o siebie dla siebie i swojego mężczyzny – to jest papierkiem lakmusowym związku, Dlatego tak ważnym dla Panów jest obserwowanie nie tylko, co się dzieje w związku, ale obserwowania samych zmian w kobiecie.



Moja Czytelniczka zadała mi kilka pytań pomocniczych, na które pragnę jej teraz odpowiedzieć.




„Z punktu widzenia mężczyzny: jak jest to przez was postrzegane?”




Jak my widzimy, jak kobieta się zaniedbuje? Z pięknej, powabnej dziewczyny, kobiety zamienia się w tłuste, wredne babsko, albo jak z kwiatu, nie – bukietu kwiatów, który kwitnie, nagle dostrzegamy jego wykrzywione, karykaturalne wprost odbicie? Jesteśmy zagubieni. Tłumaczymy to sobie na wiele sposobów. W większości przypadków nie wiemy, co się dzieje. Czasami dajemy pewne sygnały i chcemy odzewu. Chcemy zrozumieć. Jeśli kochamy kobietę, przyjmujemy to, co ona nam mówi. Że zmęczona jest, albo że nie ma czasu na pierdoły. Jeśli jest dla nas wredna, czujemy się odrzuceni, oszukani, czujemy, że popełniliśmy błąd, że ktoś nas wrobił. Zarzucamy sobie czasami, że czegoś nie dostrzegliśmy. Na początku nas to przeraża. Chcemy poznać przyczyny. Jak się nie daje, winimy siebie. A jak i to okazuje się błędem? Pojawia się agresja, pojawiają się wyrzuty. Chcemy kobietę zmusić, by dbała o siebie. Jeśli już nam wisi to, to przynajmniej staramy się jej dać znać, że jeszcze nam zależy. Gdy już milkniemy, to nam wszystko jedno. Przecież kobieta na naszych oczach staje się czymś, takim dziwnym czymś... którego gdybyśmy poznali, nawet byśmy nie chcieli się do niej zbliżyć.
To oczywiście punkt widzenia faceta. Mężczyzna po prostu do tego nie dopuszcza.




„Czy to przeszkadza? Czy staje się to powodem do zdrady?”



Gdy poznajemy kobietę, tak jak kobieta poznaje faceta, to musi się w obu stronach obudzić pożądanie. Kochamy kogoś za nic. Ale kochanie się ma dwa wymiary – Agape – miłość czysta oraz Eros – miłość fizyczna. Te dwa wymiary miłości muszą ze sobą występować. Jeśli gaśnie Agape – gaśnie w nas też Eros. Jeśli gaśnie Eros, gaśnie też Agape. Czasami jeszcze pozostaje Eros – wtedy ludzie kłócą się, albo milczą, ale w łóżku jest im dobrze. W końcu i to się kończy. Czasami pozostaje tylko Agape – lubimy się, wciąż ze sobą rozmawiamy, ale to tylko przyjaźń, wtedy kobieta nie wie, co zrobić, bo wciąż traktuje męża jak przyjaciela, a mężczyzna nie wie czy uciekać, więc zostaje, bo przecież to matka jego dzieci, wciąż jest dla niego powiernicą, kucharką, chociaż już nie kochanką...



I czasami to zaniedbanie związku albo zaczyna się od swojego zaniedbania fizycznego, albo zaniedbanie fizyczności jest sygnałem śmierci uczuć. W zależności od kolejności, jeśli gaśnie Agape, wtedy zmiana fizyczna na gorsze, zaczyna drażnić, kobieta traci dla nas atrakcyjność. Przestaje nas pociągać. Nie podnieca nas. Bo jak? I wtedy brak atrakcyjności fizycznej może doprowadzić do zdrady tym bardziej, gdy pojawi się jakaś atrakcyjna, lecąca na faceta kobitka, a w domu czeka nadęta i pełna agresji szara mysz albo drgająca z wściekłości klucha.


Jeśli zaś gaśnie Eros? No to musi być tego jakaś przyczyna. Jeśli kobieta nie dba o siebie, to przestaje być atrakcyjna. Jeśli mężczyzna wciąż ją kocha, ma w sobie pokłady tej miłości Agape – pomimo zmiany, starzenia się, mężczyzna będzie wierny kobiecie. Natomiast, jeśli pozna się przyczynę, nie zmienia się tego, to wtedy dopiero może być problem. Uczciwy mężczyzna stara się pomóc kobiecie. W końcu ją akceptuje, jeśli widzi, że nic nie da się zmienić, ona stara się, i jej nie wychodzi, on jej pomaga i też wszystko tak stanęło w miejscu – to akceptując kocha ją wciąż taką, jaką jest. Ale jeśli to jest ściema – będzie ją zdradzał, albo po prostu ją zostawi.




„Czy miłość przelewa się na dziecko?”




Droga Czytelniczko, dziecko nie ma z tym nic wspólnego. Kobieta jak się zaniedbuje, to znaczy, że nie chce wyglądać dobrze dla siebie. Podświadomie, więc odrzuca siebie, odrzuca bycie atrakcyjną dla jakiegoś powodu. Powody mogą być różne – jak pokazałem wyżej. Ale dziecko nie ma z tym nic wspólnego. Dziecko tu nie jest stroną!



„Czy macierzyństwo usprawiedliwia zaniedbywanie własnej kobiecości?”



Macierzyństwo nie usprawiedliwia zaniedbywania własnej kobiecości. Nie można się krzywdzić z jakiegokolwiek powodu. Jeśli kobieta nie chce być kobieca, a była nią – jeśli się zaniedbuje, ma to swoją przyczynę. Może być różna – robi to celowo, by odstraszać, robi to by sobą karać, by zmusić np. mężczyznę do agresji a jego agresja by dawała jej siłę do odrzucenia. Kobieta może się karać, może szukać w sobie kompleksów, kobieta może się zaniedbywać, bo traci wiarę w siebie, w swoją atrakcyjność, może mieć setki powodów, dla których przestaje być taką, jaką była w oczach jej mężczyzny na pierwszej randce. Ale macierzyństwo nie jest usprawiedliwieniem. Patrzę teraz na moją Żonę, która pomimo urodzenia dziecka pomimo wieku, ma wciąż piękne i pociągające ciało – bo ona o nie dba. Ciało to cześć kobiety, istotna, ważna, tak samo jak psychika, jak zdrowie. Dbanie o nie, to dbanie o siebie. Co więc ma usprawiedliwiać zaniedbanie? Czy jest w ogóle coś takiego?
Jest tylko jedna rzecz, która usprawiedliwia zaniedbania – choroba, walka z poważnymi przeciwnościami. Moje ciało już nie jest takie piękne. Ale miałem wybór – dbać o siebie czy zaniedbać kogoś. Dzisiaj dla siebie i mojej ukochanej dbam o siebie. O swoje zdrowie, o swój wygląd. Zrzuciłem sporo kilogramów. Robię to, bo kocham siebie. Bo lubię siebie. Bo chcę być pociągającym dla mojej Ukochanej Żony, chcę, aby nie żałowała, że pokochała mnie.
Ona kochając mnie chce tego samego dla siebie i dla mnie. I oboje sobie w tym pomagamy. O to właśnie chodzi.





Pozdrawiam

Kategorie aktualności


Użycie pamięci: 4,317kB